On The Run. Spóźnieni, ale zadowoleni

Spokojny spacer z moją dziewczyną na start zawodów, przerodził się w pogoń za miejscem startu. Okazało się, że jesteśmy spóźnieni. Takie mieliśmy wejście albo raczej wbiegnięcie w trzecią już edycję biegu On The Run.

Wszystko zaczęło się od widoku krzyczących zawodniczek na trasie: "grzejemy!". Od razu myśl.. czy ten bieg już nie wystartował?! Jak się okazało wystartował i to prawie 10 minut temu. Wspólnie popędziliśmy w okolice startu i mety, aby zapytać czy nas jeszcze puszczą na trasę. Spiker na nasz widok: "A wy co?!", a ja z powagą: "A my spóźnieni i chcemy jeszcze wystartować.". Na szczęście się udało i nawet czas nam zmierzyli.

Zaczęliśmy gonić ostatnich zawodników oraz panią, która zamykała trasę. Zadanie nie łatwe, bo wszystko na szybko. Bez rozgrzewki. Numer ledwo co przypięty. Nie mówiąc o łapaniu GPS'a. Po prostu chaos. Pytam się mojej Kasi: " Jak się czujesz i czy dasz radę biec w takim tempie?", odpowiedziała, że: "Jak będziemy tak pędzić to się może źle skończyć. Jak chcesz to biegnij sam." Ja oczywiście zaprotestowałem, bo cokolwiek by się nie działo to ukończymy ten bieg razem. Choćby po czasie i bez medalu na szyi. Na szczęście z każdym pokonywanym metrem trasy, byliśmy coraz bliżej świateł skutera, który zamykał trasę. Dziwnym uczuciem był widok zwijanych taśm i składanych barierek z trasy biegu. Widać było malujące się na twarzach wolontariuszy zdziwienie i dezorientację  na widok jeszcze biegnącej pary. Ale nic sobie z tego nie robiliśmy. Cel był jeden: UKOŃCZYĆ BIEG!

W połowie trasy wreszcie dogoniliśmy miłą panią, która tylko na nas popatrzyła i rzuciła w eter: "To wy jesteście Ci ostatni, to na Was czekam... gońcie resztę." I tak sobie dalej goniliśmy. Aż wreszcie ok. 4km udało się dostrzec jakieś postacie przed nami. Trzeba przycisnąć i wyprzedzić... udało się. Widziałem po Kasi, że jest zmotywowana aby po nadganiać stracony czas. Zwłaszcza gdy widzi się gonionego króliczka. Metr za metrem i na horyzoncie zobaczyliśmy już metę. Ostatnie przyspieszenie i cud! Nie finiszujemy jako ostatni. Medal na szyi. Bidon z izotonikiem w dłoń. NRC'ta na plecy i jest uśmiech. W tłumie spotykam znajomych, a potem okazuje się, że nasz czas netto (00:27:34) daje nam miejsce w połowie stawki. Jednak nie jest źle.

On The Run. Spóźnieni, ale zadowoleniWK

Co do samej trasy to tym razem pięciokilometrowa pętla przeszła metamorfozę w stosunku do dwóch poprzednich edycji. Trasa w Łazienkach wiodła m.in. pod pomnik Chopina. Trzeba wspomnieć, że oprócz tradycyjnych efektów wizualnych, które towarzyszyły biegaczom na trasie, organizatorzy postawili także na muzykę. Wzdłuż trasy biegu rozstawiono głośniki, z których płynęła muzyka tego kompozytora. Niestety my się już nie załapaliśmy na takie atrakcje albo nie zwróciliśmy uwagi podczas pogoni za metą. W taki sposób organizatorzy uczcili urodziny Fryderyka Chopina, który urodził się 1 marca 1810 roku.

Czas powiedzieć o najlepszych tego dnia. Zwycięzcą biegu został znany warszawski biegacz - Bartosz Olszewski reprezentujący klub Warszawiaky, autor bloga warszawskibiegacz.pl. Dobiegł on na metę uzyskując czas 16 minut i 6 sekund. Wśród pań najlepszą okazała się najszybsza kobieta II edycji On The Run - Katarzyna Gorlo, pokonując trasę biegu w czasie 20 minut i 13 sekund. W sumie zawody ukończyło 525 zawodników.

Podczas tej edycji biegu, całkowity dochód uzyskany ze sprzedaży pakietów startowych zostanie przekazany na pomoc Agnieszce Holce, znajdującej się w śpiączce po wypadku samochodowym. Zebranie kompletu chętnych do wzięcia udziału w biegu oraz wsparcia tej inicjatywy nie było problemem. Zainteresowanie III edycją On The Run było bardzo duże. Wszystkie pakiety startowe znalazły swoich właścicieli w niecałe 10 minut od startu zapisów.

Patrząc na wyjątkowość i zainteresowanie tymi zawodami, czekam z niecierpliwością na kolejną edycję tego arcyciekawego i kameralnego biegu. Mam nadzieję, że kolejnym razem wystartuję o czasie i bez takiego pośpiechu.