Terra incognita. Orlen Warsaw Marathon oczami debiutanta.

Paweł Jeleniewski
22.04.2013 12:06
Paweł Jeleniewski na 41. kilometrze trasy Orlen Warsaw Marathonu

Paweł Jeleniewski na 41. kilometrze trasy Orlen Warsaw Marathonu (Kuba Atys)

- Największy dystans jaki przebiegłem w życiu przed maratonem to 10 km, więc wszystko co poza tą granicą, było dla mnie nowością. Nie wiedziałem, jak zachowa się mój organizm. Biegłem bez zegarka, więc prędkość utrzymywałem "na czuja". Próbowałem znaleźć sobie partnera, ale po każdym bufecie gubiłem z oczu jednorazowego zająca - Paweł Jeleniewski, który debiutował w Orlen Warsaw Marathonie 21 kwietnia opowiada o swoim biegu.

Prawie 4000 ludzi wzięło udział w biegu na dystansie 42,195 km, w Orlen Warsaw Marathonie 21 kwietnia. Byli wśród nich elitarni zawodnicy, wytrawni biegacze walczący o złamanie 3 godzin, mocni amatorzy z żyłką do rywalizacji, jak i tacy, którzy startują po prostu by się dobrze bawić i zmierzyć z wyzwaniem. Byli również debiutanci, a wśród nich - Paweł Jeleniewski ze sport.pl. Dotarł do mety w bardzo dobrym czasie 3:58:43. Oto jego opowieść o maratonie.

"Pierwsze 10 km, wedle rady Magdy, przebiegłem spacerowym tempem. Zachwycony byłem chórem kombatantów, którzy w pełnym umundurowaniu śpiewali biegaczom na Krakowskim Przedmieściu. Cymes.

Najgorsze było ciągłe oddalanie się od Stadionu Narodowego i powsiński odcinek. Słońce wędrowało na szczyt nieboskłonu, prażyło. Ciągle zastanawiałem się, kiedy już zawrócimy i zaczniemy biec w stronę centrum. Bolało mnie lewe udo. Przenosiłem więc ciężar na prawą nogę. To znowu bolała mnie prawa stopa. Tak w kółko. Rozmowa wewnętrzna: "Stanąć na chwilkę, czy biec dalej?" - ewidentnie był to kryzys.

Kiedy wbiegliśmy na Kabaty, wiedziałem już, gdzie jestem. Ta świadomość bardzo pomogła. Na 26. kilometrze czekała na mnie moja Marysia z butelką wygazowanej coli. Ulepek naładował organizm cukrem i kofeiną, a obecność najbliższej mi osoby euforią. I tak biegłem odliczając kilometry.

Na 15 km przed końcem wysiadła mi muzyka, zatrzymywać się nie chciałem, więc biegłem bez. Woda, którą polewałem głowę, wlała mi się do uszu i słyszałem tylko chlupanie. Nogi miałem z kamienia.

Paweł Jeleniewski i jego przypadkowy maratoński towarzysz - Waldek. Orlen Warsaw MarathonKuba Atys

Paweł i jego przypadkowy maratoński towarzysz - Waldek.

10 km od mety nawiązałem rozmowę z Waldkiem. Narzekał na ból nóg. Postanowiliśmy biec razem. Trochę grymasił, kilka razy proponował mi, żebym go zostawił, bo według niego byłem mocniejszy. Oj, gdyby wiedział, jak niewiele brakowało, żebym stanął, jak bardzo potrzebowałem tej rozmowy po 32 km milczenia.

Kiedy wbiegliśmy w Aleje Jerozolimskie, byliśmy przeszczęśliwi. Zupełnie zapomnieliśmy, że tuż przed metą czeka nas podbieg. Przeklęty ślimaczek na dół i długa prosta pod górę, potem zakręt i finisz. 300 metrów od mety zostawiłem swojego partnera (za jego zgodą) i wyrywałem z kopyta. Chociaż psychika krzyczy, że już nie masz siły, co potwierdza palący ból nóg, na te ostatnie metry człowiek jest w stanie znaleźć pokłady siły i przebiec je w tempie Wilsona Kipketera. Animuszu dodają kibice. No a jak człowiek przebiegnie linię mety, pojawia się satysfakcja, ogromna satysfakcja.

Przed biegiem założyłem sobie, że zależy mi tylko na ukończeniu zawodów. Wynik nie był tak istotny. Gdyby jednak udało mi się zejść poniżej 4 godzin, nie posiadałbym się z radości. Udało się złamać tę granicę. Oficjalny czas 3:58.43.

Czego się nauczyłem? Nie "podpalać się", nie popadać w euforię, jeśli na półmetku organizm wciąż jest mocny, przyspieszyć dopiero na ostatnich 20 km. Nie zatrzymywać się "na chwilkę". Taka "chwilka" może być końcem zawodów. No i jak człowiek ma już serdecznie dość, polecam znaleźć sobie partnera".

Tekst: Paweł Jeleniewski


Zdjęcia, film z finiszu zwycięzcy, jak i podsumowanie imprezy znajdziesz w artykule:
Ponad 1000 wolontariuszy, 453 toalety, prawie 12000 ludzi na mecie - Orlen Warsaw Marathon ruszył z wielką pompą.

Komentarze (38)
Zaloguj się
  • avatar

    Gość: Maratończyk

    Oceniono 71 razy 59

    "Największy dystans jaki przebiegłem w życiu przed maratonem to 10 km, więc wszystko co poza tą granicą, było dla mnie nowością" i skończył z czasem 3:58:43.... Jakoś nie chce mi się wierzyć... Sam biegam dość dużo i słyszałem o takich historiach , które ostatecznie okazywały się bzdurami.
    Straszny suchar z tego artykułu... jestem w stanie napisać lepszą relację mimo, że nie biegłem w tym biegu...
    Nie wiem czy to nie głupota porywać się z motyką na słońce... a potem mamy takich delikwentów naśladowców, których zabiera karetka i jest artykuł o tym dlaczego nie warto biegać....
    Jeżeli czas to prawie 4h to każdą 10 musiałby biec poniżej 60 min... sorry ale może pierwszą i ewentualnie drugą by dał radę ale później? Facet, który nie przebiegł nigdy więcej niż 10km na raz porywa się na maraton i jeszcze kończy go poniżej 4h bez zatrzymania? To tak jakby sprinter biegał na 10km.... sorry ale za długo siedzę w tym interesie, żeby w to uwierzyć... ale cóż.... trzeba było coś napisać w artykule....
    Miało to być pewnie motywacją dla amatorów a może zrobić więcej szkody niż pożytku.... w bieganiu nie ma drogi na skróty.... tylko ciężki trening pozwala na osiągnięcie lepszych wyników... tu nie da się oszukać... a biegnąc tak wyczerpujący wyścig bez przygotowania można się tylko nabawić kontuzji albo jeszcze gorzej...

    Mimo to gratuluję dobiegnięcia do mety maratonu bo bez względu na czas jest to wyczyn godny pochwalenia.... W bieganiu dla przyjemności najmniej istotnym czynnikiem jest czas na mecie:)

  • avatar

    Gość: Grzesiek co tak schudł

    Oceniono 24 razy 18

    szkoda że mój debiut nie był tak WSPANIAŁY jak Twój !!! Gratulacje !!!!!!!!!! Czas rewelacyjny !!!!!!!!! jesteś mistrzem

  • avatar

    Gość: biegacz

    Oceniono 10 razy 8

    Może jest to możliwe, czasami zdarzają się tacy ambitni ale jest to głupota przez duże G. Moda na bieganie osiągnęła już maxymalny poziom. Media piszą dużo o bieganiu, celebryci, którzy do tej pory nie mieli pojęcia, że taka dyscyplina biegają i firmują swoimi nazwiskami biegi. Potem, taki niedzielny biegacz czyta i myśli, że jak taki wymoczek może to ja też. Niestety potem my biegacze czytamy, że na jakimś kilometrze, ktoś umarł. Maraton to nie żarty. Nie można na zasadzie, że dam radę iść i przebiec to jest chore. A ten czas na debiucie........hm. Nie róbcie początkującym wody z mózgu. Pseudo piszący o maratonach, ,mówcie, że to nie jest zabawa, że trzeba solidnych przygotowań, nie zachęcajcie początkujących bo potem będziecie mieć ich na sumieniu. Taka moja rada.

  • avatar

    nie.jestem

    Oceniono 6 razy 6

    Prosta droga do kontuzji. Co wy promujecie? Da radę zrobić 4h, jak się wcześniej pół roku regularnie biegało dziesiątki, ba jak ktoś jest wysportowany to może połówkę przebiec 2 tygodnie po rozpoczęciu treningu. Ale po co robić takie rzeczy? Trzeba przygotować organizm do tak długiego wysiłku, inaczej to czy się nam ciałko rozpadnie, czy nie rozpadnie to ruletka. Sport to zdrowie, brawura to głupota.

  • avatar

    Gość: krakus

    Oceniono 16 razy 6

    sorry, ale nie ma mozliwosci zlamania 4h biegajac wczesniej max 10 km. sorry winetou chlopie.

  • avatar

    Gość: Marta K(a)

    Oceniono 10 razy 4

    Pełen szacun!! Gratuluję wyniku i sama nie mogę się doczekać mojego pierwszego maratonu! :)

  • avatar

    maciek_stachura

    Oceniono 2 razy 2

    Wg mnie facet ściemnia. Biegam głównie na 10 km (życiówka 50.18), podczas treningów dochodzę do 20 km spokojnym tempem 6m/1 km (a więc nie zmieściłbym się w 4 h na maratonie) - i na 20 km mam nogi jak z waty, czasem brak mi tchu. Z mojego punktu widzenia - niemożliwe. Chyba, że ktoś jest Boltem maratonów - ma super przygotowane mięśnie, genetyka etc. Ale ta coca - cola uzupełnia wg mnie obraz ściemy...

  • avatar

    Gość: rufus

    Oceniono 2 razy 2

    swoja droga to podpis pod zdjeciem "Paweł Jeleniewski na 12. kilometrze trasy Orlen Warsaw Marathonu". Pan Pawel biegnie na moscie Poniatowskiego czyli to juz praktycznie sam koniec maratonu bardziej ok 41km to zdjecie bylo zrobione:P

  • avatar

    Gość: le Ming

    Oceniono 2 razy 2

    Po wyjaśnieniach autora na forum tekst nabiera wiarygodności. Ale to jest trochę tak, jakbym napisał "Przez 40 lat nie przebiegłem więcej niż 5km za jednym zamachem, a teraz udało mi się przebiec maraton w czasie 4:20". Tylko nie wspomniałbym, że dziś mam 45 lat i przez ostatnie pięć lat przygotowywałem się do tego startu. Kłamstwa nie ma - ale całej prawdy też nie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX