Jak trenują superbohaterki? "Po bieganiu prysznic,gotowanie, prasowanie. Zasypiam po północy"

- Wstaję codziennie o 5.30. Z dwoma psami wybiegam na trening. O godz. 7 zaczynam dzień z córką. Budzimy się, przygotowujemy śniadanie, rozmawiamy, przytulamy się - opowiada Violetta, jedna z kilku superbohaterek, które godzą świat rodzinno-zawodowy z biegowym

Poznajcie (nie)zwykłe biegaczki: Małgorzatę, Marię, Violettę i Renatę, które wychowują dzieci, pracują, a do tego znajdują czas na regularne uprawianie sportu.

Maria: Runny mummy

- Dwa lata temu urodziłam pierwszego synka - Gabriela. Potem poszłam na konsultację z ginekologiem i fizjoterapeutą. Dlaczego? Chciałam przebiec... maraton! Byłam pełna obaw, ale zwyciężyła chęć zmierzenia się z tym wyzwaniem. Fizjoterapeuta zalecił mi zestaw specjalnych ćwiczeń wzmacniających miednicę i po miesiącu od urodzenia zaczęłam realizować maratoński plan treningowy. Trzy miesiące później dystans 42,195 km pokonałam w 4 godz. i 26 min! To niesamowite, jakie człowiek ma w sobie pokłady energii - mówi Maria Hussey, młoda mama i młoda lekarka, która jest w trakcie robienia specjalizacji z medycyny ratunkowej.

marriaa

Maria Hussey ze swoim synkiem Gabrielem

„Bieganie pozwoliło mi połączyć radość z bycia mamą z potrzebą pozostania kobietą i żoną. Czuję się pod każdym względem fantastycznie. Fizycznie jestem w formie dużo lepszej niż długo przed porodem. Psychicznie czuję się silna i szczęśliwa. A doświadczenia ostatnich trzech miesięcy nauczyły mnie nie tylko dystansu do siebie i otaczającego świata, ale również cierpliwości i spokoju, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem” - pisała na swoim blogu „Running mummy” w serwisie PolskaBiega.pl.

CZYTAJ TEŻ: Kobiety to słaba płeć? Poznaj historię Amy Palmiero-Winters

- Sześć tygodni temu urodziłam drugiego synka. Kiedy byłam z nim w ciąży, biegałam do 26. tygodnia. Teraz mam dwójkę dzieci i trochę trudniej znaleźć mi czas na treningi, ale wszystko zależy od organizacji czasu. Jak mąż jest w domu, to czasami zostawiam z nim starszego, a małego biorę na trening. Od teściowej dostałam superwózek do śmigania. W mojej sytuacji, kiedy ma się trochę wolnego czasu, nie ma chwili na zastanawianie. Trzeba zakładać buty i wychodzić na trening.

Małgorzata: Wiem, że muszę być fit

- Kiedy przychodzę z pracy, często muszę wejść na jeszcze wyższe obroty. Ostatnio do domu wróciłam przed 21. Godzinę później udało mi się uśpić dzieci, a po 5 min wyszłam na trening. Wróciłam przed 23. Wzięłam prysznic, potem ugotowałam obiad na drugi dzień. W międzyczasie zrobiłam dwa prania, ale to już szczegół. Zasnęłam po północy - opowiada Małgorzata Boerner, mama dwóch córek w wieku pięciu i dwóch lat. Na co dzień zarządza projektami w korporacji. - Biegam od 5 do 10 km. Trzy razy w tygodniu. W tym roku chciałabym pobić życiówkę w półmaratonie, czyli 2 godz. i 18 min.

Małgorzata BoernerMałgorzata Boerner

Kiedy byłam w ciąży, przybyło mi około 15 kg. W ciągu tygodnia od powrotu ze szpitala wróciłam do dawnej wagi, a po trzech zaczęłam truchtać. Mogę trenować albo bardzo wcześnie, albo późno, po 22. Wybieram tę drugą opcję. Jak przełamuję lenia? Po drugiej ciąży zmotywowało mnie kupienie nowych, kolorowych butów do biegania, legginsów i koszulki. Nie chcę być mamą, która rośnie wszerz. Wiem, że muszę być fit, żeby ogarnąć dwójkę małych dzieci.

Viola: Pobudka, trening z psami i śniadanie z Polą

- W utrzymaniu reżimu treningowego pomagają mi dwa setery irlandzkie, z którymi codziennie biegam. Są doskonałymi motywatorami, nie pozwalają na jakąkolwiek wymówkę - mówi Violetta Domaradzka, mama siedmioletniej Poli. Do niedawna zajmowała się rekrutacją menedżerską, teraz bardziej skupia się na promocji weganizmu i organizacji imprez biegowych. Była druga w Ultramaratonie Podkarpackim (116 km) oraz pobiegła w sztafecie Biegu na Majdan.

Violetta Domaredzka

Violetta Domaradzka codziennie rano  trenuje ze swoimi seterami irlandzkimi

- Zaczęłam biegać dwa lata temu. Pierwszy półmaraton przebiegłam po dwóch miesiącach. Później wyznaczyłam sobie cel, że w następnym roku pokonam Bieg Rzeźnika w Bieszczadach, na 80 km. Podczas przygotowań tak się rozpędziłam, że... ukończyłam kilka ultramaratonów. Jak to pogodziłam, wychowując przy tym kilkuletnią córkę? Zamieniłam niemrawe spacery z psami na trening. Wymagało to jedynie założenia innej pary butów i stroju. Wstaję codziennie o 5.30 i z czworonogami wychodzę na trening. Robię od 5 do 15 km. Potem zmieniam strój biegowy na strój mamy, by o 7 zacząć dzień z córką. Pola się budzi, przygotowujemy śniadanie, rozmawiamy, przytulamy się.

Staram się jak najbardziej aktywnie wykorzystywać każdy dzień. Nie skupiam się tylko na bieganiu. Aktywność fizyczna nie musi być wcale katorgą, można się też obejść bez siłowni. Mieszkam na dziewiątym piętrze, więc za każdym razem staram się wchodzić po schodach. Kiedy myję zęby lub kroję marchewkę na obiad dla dziecka, mogę w tym czasie stanąć na jednej nodze, zrobić trzy przysiady czy wykonać kilka skłonów. Kiedy stoję z Polą na przystanku i czekamy na autobus, to bawimy się w berka. A jak wychodzę na trening biegowy, to wplatam w niego różne ćwiczenia, np. pompki na ławce. Wszystko można, najważniejsze są chęci.

Renata: Były kłopoty...

W bieganiu zakochałam się ponad dwa lata temu. Pierwsze kilometry pokonywałam razem z Anią, moją przyjaciółką z osiedla. Z początku moje kilkuletnie córeczki źle to znosiły. Były zazdrosne o czas, który przeznaczałam na bieganie. Chyba tego nie rozumiały. Na szczęście teraz, gdy są trochę starsze, jest inaczej. Kiedy mówię: „Cześć, dziewczynki, wracam za godzinę!”, to z uśmiechem przybijają piątkę - opowiada Renata Orzechowska, która pracuje w branży odzieżowej. - Trenuję wieczorem, kiedy wiem, że dzieci odrobiły już lekcje i są spakowane do szkoły na drugi dzień. Pomaga mi też mąż, który opiekuje się w tym czasie dziewczynkami. Biegam dwa-trzy razy w tygodniu. Czasami po bieżni na stadionie, kiedy zawożę młodszą córkę Karolinkę na zajęcia lekkoatletyczne. Ja też wtedy pędzę do szatni, zakładam buty i robię okrążenia po stadionie.

Renata Orzechowska podczas Biegu Sylwestrowego w ŁodziRenata Orzechowska podczas Biegu Sylwestrowego w Łodzi

Podczas treningu staram się nie przekraczać 10 km. Lubię też startować na tym dystansie. O półmaratonach raczej nie myślę. Mam 46 lat i chyba to nie dla mnie. Już same „dyszki”, przy których oczywiście się świetnie bawię, dają mi mocno w kość - kończy Renata.

Komentarze (6)
Jak trenują superbohaterki? "Po bieganiu prysznic,gotowanie, prasowanie. Zasypiam po północy"
Zaloguj się
  • anoleyn

    Oceniono 49 razy 13

    "Po bieganiu prysznic, potem obiad na drugi dzień, dwa prania. Zasnęłam po północy" - kurcze, czekać całą dobę, żeby zjeść obiad po bieganiu... dlatego nie biegam, przynajmniej mogę zjeść obiad tego samego dnia :p

  • hardy01

    Oceniono 36 razy 12

    to ma być życie? praca, bieganie, pichcenie i pranie po nocy, a potem lulu i od rana znów praca? Gdzie czas na życie. Boże, to promowanie joggingu naprawdę zaczyna wyglądać sekciarsko.

  • puzzy78

    Oceniono 23 razy 9

    Pół roku temu też bym się zastanawiał co w bieganiu fajnego. Zacząłem biegać... Naprawdę polecam. Podziwiam was dziewczyny. Po co te głupie komentarze ? Bieganie staje się częścią życia. Wciągam w to żonę, chociaż mamy dwójkę dzieci nie czuję żebyśmy je zaniedbywali.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX