Biegaczu, przestań gadać, zacznij słuchać [FELIETON]

Myślisz, że wiesz o bieganiu wszystko? To znaczy, że nie wiesz nic. Samozwańczy eksperci od sportu są wśród nas, a ich głośno rozgłaszane opinie zamiast pomagać, szkodzą. Czy jesteś jednym z nich?

- Uuu, kochana! Na tym wegetarianizmie to ty tak długo nie pociągniesz - powiedział mi kolega mniej więcej 10 lat temu, gdy wraz z odstawieniem "tradycyjnej" diety zapragnęłam jeździć w zawodach MTB. Rzeczywiście, maratony rowerowe nie były mi dane. Za to dwa lata później zakochałam się w bieganiu, a jak mięsa nie jadłam, tak nie jem do dziś. Co więcej, od tamtej pory poznałam światek biegaczy, który regularnie pokazuje, że się da. I to naprawdę nie niezłym poziomie, bo Vege Runnersi nierzadko zajmują czołowe miejsca w amatorskich rankingach biegowych.

Tamta opinia nie była jednak szczególnie destrukcyjna. Ot, znajomy podzielił się swoimi przypuszczeniami, a może nawet wyraził swoją troskę o mnie. Z resztą nie ma się co dziwić, bo w tamtych czasach wegetarianizm nie był szczególnie popularny. Niestety później słyszałam dosadniejsze opinie, komentujące moje osobiste wybory. Wszechobecna wiara w swoją nieomylność, własna opinia w KAŻDYM temacie potrafi nie tylko zamienić się w niewinną dyskusję, ale przede wszystkim hamuje w rozwoju, szerzy ciemnotę lub staje się źródłem  kontuzji. Przesadzam?

POLECAMY: POZNAJ NAJSTARSZYCH BIEGACZY NA ŚWIECIE

"Widziałem, więc wiem"

Ciekawie się obserwuje rzesze początkujących biegaczy lub świeżo upieczonych maratończyków, którzy przetrwali góra dwa sezony biegowe i już nic, absolutnie nic ich nie zaskoczy. Ba, zaczynają być trenerami innych! Masz nadmierną pronację? Musisz kupić dobre buty i będzie ok. Często łapią cię skurcze? Potas! Jedz potas! Chcesz wystartować w maratonie? Musisz biegać 100 km tygodniowo. I nie przekona ich fakt, że zamiast butów ze wsparciem dla nadpronatorów lepiej wybrać się do fizjoterapeuty, że skurcze to może nie od braku potasu, ale  postępujących problemów żylnych, a kilometraż trzycyfrowy może warto sobie zostawić, gdy będziemy mieć w planie łamanie "trójki", a nie debiut na królewskim dystansie.

Ci sami ludzie mają wyrobione zdanie również na temat: rollerów (naciągactwo i marketing dla głupków) i zdrowego żywienia (kiedyś się przecież jadło smalec i kiełbasę i ludzie jakoś żyli). Znają się na treningu, polityce, profesjonalnym sporcie, a nawet biotechnologii.

Niedawno na serwisie Polska Biega opublikowaliśmy tekst Kasi Gorlo "Cykl menstruacyjny a forma biegaczki", który trafił do osób z kręgów pozabiegowych. Ach, jaka się rozgorzała dyskusja. Pod tym kobiecym i potencjalnie "niewinnym" tekstem pojawiły się komentarze głównie...panów. W tym jeden, który ujawnił opinię, iż kobiety m.in z racji na swoje upośledzenie związane z hormonalnymi wahaniami nie są zdolne, aby podejmować się pracy w wielu profesjach oraz na wysokich szczeblach zarządzania. No brawo dla tego pana! Za zmysł obserwacji i świadomości realiów życia. Osobiście w ostatnich latach dowiedziałam się np, że: biegam, bo mam kompleksy. Dziewczyny nie powinny się ścigać, bo to nie leży w ich naturze. Kiedyś to bieganie wyjdzie mi "bokiem", bo kobieca budowa nie predysponuje mnie do długich dystansów. A jeśli już biegaczka stanie na podium w generalce? Fart, niski poziom zawodów.

Głośno krzycząc, nie myśli się o konsekwencjach. O tym, że wywołujemy w kimś poczucie zwątpienia w swoje możliwości. A komentujący? Wylogowuje się i zamyka komputer. Przecież każdy ma prawo do swojego zdania, więc w czym problem?

Wracając do kwestii artykułu, kilka dni później został on pokazany wyłącznie biegaczom i biegaczkom. Efekt? Tekst został skomentowany wyłącznie przez panie. I to jak! "Okres? Dzień jak każdy inny". "W tym czasie czuję się słabsza, ale po treningu zawsze jest trochę lepiej". "Trenuję, tylko mniej intensywnie". Moje koleżanki (również biegaczki), skomentowały ten temat mniej więcej tak: staram się, aby te dni były, takie, jak każde inne. Trzeba sobie jakoś radzić, przecież w pracy też nikt ze mnie obowiązków nie zdejmie tylko dlatego, że mam okres.

POLECAMY: RĘCE MI NIE ODROSNĄ, ALE TO ODE MNIE ZALEŻY, CZY BĘDĘ SZCZĘŚLIWA

Rada na każdą okazję

Radzenie, podpowiadanie, sugerowanie nie jest złe samo w sobie. Bywa, że jest wyrazem czyjejś uwagi, troski, empatii. Gdy jesteśmy w danym obszarze doświadczeni, to dlaczego tym doświadczeniem się nie podzielić? Tak, pod warunkiem, że porada stanowi podpowiedź, sugestię, przypuszczenie, a nie jedyną słuszną drogę. Fantastycznie byłoby, gdyby swoimi komentarzami dzielili się głównie ci, którzy latami wdrażali się w temat i mają dzięki temu szeroki wachlarz odpowiedzi na każde pytanie. Tymczasem jest wręcz zupełnie odwrotnie. Im mniejsze doświadczenie, tym większa pewność siebie. I tak oto czytam i słucham wypowiedzi biegowych laików o tym, jak  Marcin Chabowski powinien zachować się podczas Mistrzostw Europy. O tym, jak Szost za dużo startuje, a Iwona Lewandowska jest za chuda. Komentarze dotykają każdego. Doskonale wiemy, co druga osoba POWINNA zrobić. Każdy ma swoje zdanie na temat, który tylko w swoim życiu "liznął". Co robią za to sportowe autorytety? Nierzadko wstrzymują się od głosu.

Kiedyś na jednym z blogów (niestety nie pamiętam którym...) przeczytałam wypowiedź, która brzmiała mniej więcej tak: gdy przebiegłam maraton po raz pierwszy, myślałam, że o bieganiu wiem wszystko. Gdy przebiegłam drugi, nie byłam już tego taka pewna. Po latach mam poczucie, że im więcej wiem, tym wiem mniej.

POLECAMY: EUFORIA BIEGACZA TO MIT?

Bo tak właśnie jest. Gdy nabieramy doświadczenia, a do tego jesteśmy dobrymi obserwatorami i potrafimy wyciągać wnioski zauważamy, że sytuacje rzadko są czarne albo białe. Odpowiedzi są często niejednoznaczne, a ponadto może być ich tyle, ilu jest biegaczy. Nie bez powodu ludzie latami uczą się metodologii treningu sportowego, dietetyki, fizjoterapii, a po ukończonych studiach doszkalają się na kursach.

Zamykając się na informacje z zewnątrz, stoimy w miejscu wraz z naszymi zabobonami i schematami myślowymi. Nierzadko pociągamy za sobą innych, którzy nam zawierzyli. Warto więc czasem wstrzymać się od głosu. Popatrzeć. Pomyśleć. Zejść z wybudowanego przez siebie piedestału, na którym nierzadko się ośmieszamy i trwonimy cenną energię. A przede wszystkim warto spojrzeć na siebie realnie i zamiast za wszelką cenę uchodzić za osobę kompetentną, w końcu rzeczywiście się nią  stać.  Wszak tabelki z wynikami na zawodach biegowych i tak wszystko weryfikują.