Janusz Bukowski, czyli biegowa instytucja charytatywna: "Pomaganie to całe moje życie"

"Trzeba widzieć więcej niż czubek własnego nosa" - to życiowe motto Janusza Bukowskiego, biegowego Jurka Owsiaka, organizatora imprezy "Wybiegaj Sprawność" i prezesa Stowarzyszenia Dać Siebie Innym.

Ma 59 lat. Jest stałym uczestnikiem największych biegowych imprez w Warszawie. Startował we wszystkich edycjach Triady Biegowej, której partnerem jest PKO Bank Polski, czyli Biegu Konstytucji 3 Maja, Biegu Powstania Warszawskiego i Biegu Niepodległości.

W tej pierwszej imprezie podczas 5 km trasy, pchał wózek z niepełnosprawną Weroniką, która cierpi na przepuklinę oponowo-rdzeniową. Oboje przyłączyli się do charytatywnej akcji „Biegnę dla Emiliki”, organizowanej przez Fundację PKO Banku Polskiego.

Na zawodach Bukowskiego często można rozpoznać po nietypowej koszulce z napisem „Trzeba widzieć więcej niż czubek własnego życia”. - To moje motto. Uważam, że w każdym z nas jest potencjał. Nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko zdjąć tę blokadę w głowie i zacząć się rozglądać. Bo wokół nas są ludzie, którzy potrzebują pomocy - mówi.

Za słowami idą konkretne czyny. Od czterech lat Bukowski z garstką pasjonatów, organizuje jedną z najbardziej wyjątkowych imprez charytatywnych w Polsce - „Wybiegaj Sprawność” na warszawskiej Kępie Potockiej. Dzięki niej wielu niepełnosprawnych ma szansę na uprawianie sportu. W dotychczasowych edycjach udało się zakupić sprzęt o wartości 309.700 tys. zł.

Janusz Bukowskifot. Andrzej Chomczyk

Na szczęście charytatywna działalność pracownika warszawskiej gazowni jest zauważana. Ostatnia edycja „Wybiegaj Sprawność” została uznana za najlepszą imprezę sportową Warszawy w 2014 r. W tym roku (11 października, w niedzielę) kolejnym niepełnosprawnym osobom spełnią się marzenia. Imprezę wspierają znani sportowcy. W ubiegłorocznej imprezie wzięli udział m.in. Joanna Jóźwik, brązowa medalistka mistrzostw Europy i Adam Kszczot, srebrny medalista mistrzostw świata w biegu na 800 metrów w Pekinie.

- Opłata za udział w biegu głównym na dystansie 5 km wynosi minimum 50 zł. Cały dochód zostanie przekazany na zakup pięciu wózków inwalidzkich, kombinezonu rehabilitacyjnego oraz sprzętu multimedialnego dla Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół osób dotkniętych autyzmem „Szklany Mur” - zachęca Bukowski.

Zaczęło się od bezdomnych

Jest biegaczem od 29 lat. Na swoim koncie ma wiele półmaratonów, biegów ulicznych na różnych dystansach, a nawet traithlonów. - Bieganie bardzo mnie zmieniło. Pewnego dnia po zakończonych zawodach, na których po raz kolejny świetnie się bawiłem, przeżyłem coś w rodzaju olśnienia. Zrozumiałem, że tą radością z uprawiania tego sportu, pragnę dzielić się z innymi potrzebującymi, pomagać i spełniać ich marzenia. Pamiętam, że wróciłem do domu i opowiedziałem córkom o moim pomyśle. Nie były zaskoczone. Wcześniej organizowałem zbiórki żywności i odzieży dla bezdomnych. Ta działalność zakończyła się sukcesem. Jednej parze udało się załatwić mieszkanie komunalne. Pobrali się, zaczęli pracować i wyszli na prostą - opowiada.

I dodaje: - Byłem zdeterminowany. Zacząłem przygotowania do pierwszej edycji „Wybiegaj Sprawność”. Nie było łatwo, ale finał zakończył się wielkim sukcesem. Wystartowało 400 osób. Dzięki darczyńcom, którzy nas wsparli, kupiliśmy specjalne wózki. Jeden z nich dostał Maciek. W wieku 24 lat pijany kierowca wjechał w jego samochód. W sekundę stał się niepełnosprawny. Marzył o wózku elektrycznym, którym mógłby podjechać do przedszkola i samemu odebrać córkę. Drugi wózek przekazaliśmy Pawłowi, który również był sparaliżowany. Postawił sobie ambitny cel - pokonać maraton. Wszystko skończyło się szczęśliwie, ale wiele razy martwiłem się, czy dam radę. Brakowało pieniędzy, więc pukałem, dzwoniłem do sponsorów, żebrałem i dalej żebrzę o pomoc dla innych. Nie wstydzę się tych słów. Wielu bogatych biznesmenów zauważyło, że robimy coś naprawdę wyjątkowego i do dziś nas wspierają. Niedawno zadzwonił do mnie pewien mężczyzna, który ofiarował na nasz bieg 5 tys. zł. Nie chciał ujawniać swojego nazwiska, ale powiedział, że jest zafascynowany naszą działalnością - opowiada.

Janusz BukowskiJanusz Bukowski

Rok temu Bukowski w niezwykły sposób przyłączył się do jubileuszowego 10. Weekendu Polska Biega. Na płycie Stadionu Narodowego zorganizował niezwykły bieg dla 70 niepełnosprawnych osób. Jak tylko załatwił zgodę na bieg, chwycił za telefon. Dzwonił po znajomych, fundacjach i placówkach. Udało mu się ściągnąć m.in. podopiecznych Stowarzyszenia na rzecz Pomocy Dzieciom i Dorosłym z Upośledzeniem Umysłowym. Niektórzy uczestnicy tego wyjątkowego wydarzenia nie dowierzali, że znajdują się w samym sercu świątyni polskiego sportu.

Nie tylko czubek własnego nosa

Gdyby za wolontariat była przyznawana nagroda Nobla, Janusz Bukowski z pewnością byłby jednym z kandydatów do jej zdobycia. Jest wolontariuszem m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego, Stadionu Nardowego, na którym opiekuje się grupami osób niepełnosprawnych. - Pomaganie to sens mojego życia. Nie ma nic wspanialszego niż dzielenie się radością z drugim człowiekiem. Dajmy odrobinę siebie innej osobie, nie tylko z naszej rodziny, a przekonamy się, jaka to jest frajda. Gorąco zachęcam do wolontariatu!

Bukowski jest również honorowym dawcą krwi. Od 15 lat organizuje wielką akcję poboru krwi. 2 października odbędzie się kolejna edycja na terenie Gazowni przy ul. Kasprzaka 25 w Warszawie (w godz. 10-15). Wszystkie jednostki zostaną przekazane dla Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus - Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacji. W dotychczasowych akcjach, które koordynował, zebrano 997,486 litrów krwi!

Janusz BukowskiJanusz Bukowski

Polacy umieją pomagać? - Kiedy dzieje nam się krzywda, potrafimy za rodaka skoczyć w ogień. Jednak czasami w tym pędzie za karierą, kolejnym spotkaniem w firmie, notorycznym wlepianiem się w smartfony, trochę się zatracamy. Przestajemy zauważać drugiego człowieka, który być może potrzebuje pomocy. Niestety, widać to też na zawodach biegowych. Dla niektórych ważniejsze od zasady fair-play jest ustawienie aplikacji. Słuchawki na uszy, a dalej klapki na oczach i liczy się tylko gnanie po kolejną „życiówkę”. Czasem naprawdę lepiej odpuścić, podnieść głowę i widzieć więcej niż czubek własnego nosa - kończy.