Była o krok od kalectwa. Zaczęła biegać i schudła prawie 100 kilogramów

Nie każdy ma odwagę na to, żeby zrobić krok do przodu. Klaudia ma 32 lata i kiedyś ważyła 168 kilogramów. W porę się otrząsnęła, kiedy lekarz powiedział jej, że jeśli nie schudnie, to wyląduje na wózku inwalidzkim.

 

materiały prywatne

Metamorfoza Klaudii pokazuje, że zawsze jest możliwość zmiany życia, szczególnie jeżeli nadwaga może doprowadzić do kalectwa, a w najgorszym wypadku śmierci. Dziś Klaudia waży 70 kilogramów i jest szczęśliwą kobietą.

Naszej bohaterce nigdy nie brakowało chęci do życia i energii. - Od zawsze byłam osobą pełną życia, w ciągłym ruchu. Nigdy nie przeszkadzało mi to, że ważyłam prawie 170 kg. Aż któregoś dnia coś we mnie pękło. Ból kręgosłupa i kolan coraz bardziej mi doskwierał. Jednak uśmiech na twarzy mnie nie opuszczał, ponieważ gdybym pokazała ludziom, że jest mi źle, to zniszczyliby mnie. Tak czy inaczej leciały w moim kierunku przeróżne epitety. Najgorsze, co usłyszałam to: „jesteś grubasem, któremu mózg obrósł tłuszczem”. Tak powiedziała moja szefowa, z którą tego dnia zakończyłam współpracę. Dobijał mnie brak możliwości kupowania ubrań, które chciałam, odmawianie sobie wielu przyjemności, jak podróżowanie - opowiada Klaudia.

Dużym impulsem w historii dziewczyny byli napotkani ludzie, którzy na każdym kroku ją dopingowali. - Na początku biegałam wieczorami, kiedy można spotkać jak najmniej ludzi. Ale zaczęłam zauważać, że napotkane osoby uśmiechają się do mnie serdecznie, widząc jak biegnę spocona, a nawet zaczepiają, dopingują, pochwalają. Wtedy postanowiłam iść na siłownię, a tam spotkało mnie już wszystko, co dobre. Młodzi, wysportowani mężczyźni poklepywali mnie po plecach i gratulowali determinacji. Nikt nie patrzył krzywo. W końcu nie siedziałam w restauracji z niezdrowym jedzeniem, tylko robiłam „coś” ze swoim życiem - ratowałam siebie. Stopniowo wzmacniałam swoje treningi, zwiększałam dystanse na bieżni. Oczywiście nie zapominając o zdrowej diecie - dodaje bohaterka, która przeszła metamorfozę.

Metamorfoza Klaudiimateriały prywatne

- Któregoś dnia postanowiłam zrobić sobie tatuaż, który będzie każdego dnia przypominał to, co sobie założyłam. „Alter ego” - Drugie ja - takie motto noszę na swoim ciele. I tak właśnie się zaczęło. Wizyta u lekarza, który chciał mi pomóc. Widział moją determinację. Postanowił dać mi „narzędzie” w mojej walce, które pomoże mnie uratować i sprawi, że będę żyła. Tamtego dnia lekarz powiedział, że jeśli nie schudnę, czeka mnie wózek inwalidzki lub śmierć. Poddałam się mankietowej resekcji żołądka, a po tym rozpoczęło się moje nowe, lepsze życie. Z każdym dniem, treningiem, przygotowywanym posiłkiem świat nabierał kolorów. Ubrania zaczęły robić się luźne - to motywuje. Były chwile zawahania, wątpliwości, chęć powrotu do niezdrowego jedzenia. Wtedy patrzyłam w lustro, widziałam tatuaż i sama sobie mówiłam, że muszę walczyć. Przeszłam wiele - łzy, pot, cierpienie, ale plusy „nowej mnie” zwyciężyły. Teraz wchodzę do sklepu i kupuję ubrania, które mi się podobają. Na plaży nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie wyśmiewa mnie. Na ulicy ludzie nie wytykają mnie palcami, a wszędzie wokół słyszę komplementy - mówi z wielką pewnością siebie.

Decyzja, którą podjęła Klaudia diametralnie zmieniła jej życie. - To wszystko sprawia, że nie chcę już dawnego życia. Nabrałam pewności siebie, nie muszę robić z siebie błazna, by odwrócić uwagę od wyglądu. Ludzie, którzy wcześniej nie potrafili się ze mną nawet przywitać, teraz chętnie podchodzą, żeby porozmawiać. Ale potrafię odróżnić szczerość od obłudy. Bycie grubasem uświadomiło mi, kto tak naprawdę jest ze mną od początku, nie wstydził się ze mna pokazywać w miejscach publicznych. Kiedy na co dzień spotykam otyłe osoby, które chcą porozmawiać, wtedy opowiadam im o swoim „poprzednim” życiu. Taki mały tatuaż stał się moim talizmanem, który pomógł mi przejść przez walkę nowej, lepszej mnie.

Klaudia na swoim Instagramie zamieszcza zdjęcia przed i po metamorfozie. Większość robi duże wrażenie!

WIĘCEJ PODOBNYCH HISTORII ZNAJDZIESZ TUTAJ