Nasz dziennikarz po maratonie wyglądał TAK. To była mordercza walka z własnymi słabościami! [ZDJĘCIA]

Za nami 6. edycja DOZ Maratonu Łódź z PZU. W jednej z najlepszych imprez biegowych w Polsce, wystartowało ponad 5 tys. uczestników.
Na DOZ Maraton Łódź z PZU przyjechałem godzinę przed startem. Chciałem jak najbardziej wsiąknąć w tę atmosferę, wymienić się wrażeniami ze znajomymi, wykonać rozgrzewkę i krótko omówić plan działania z pacemakerem na 3:30. Do 20. km mieliśmy biec 5:03-5:05 min/km, a drugą połowę nieco szybciej. Niestety, tempo momentami było bardzo rwane. 14. km pokonaliśmy w 4:43! Już wtedy powinno mi się zapalić czerwone światełko ostrzegawcze, żebym trochę przystopował, bo wkrótce nadejdzie najgorsze.
<a href=''http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,115409,19945757,doz-maraton-lodz-z-pzu-2016-caly-misterny-plan-i-trenuj.html''>TUTAJ ZNAJDZIESZ CAŁĄ RELACJĘ DAMIANA BĄBOLA</a> Na DOZ Maraton Łódź z PZU przyjechałem godzinę przed startem. Chciałem jak najbardziej wsiąknąć w tę atmosferę, wymienić się wrażeniami ze znajomymi, wykonać rozgrzewkę i krótko omówić plan działania z pacemakerem na 3:30. Do 20. km mieliśmy biec 5:03-5:05 min/km, a drugą połowę nieco szybciej. Niestety, tempo momentami było bardzo rwane. 14. km pokonaliśmy w 4:43! Już wtedy powinno mi się zapalić czerwone światełko ostrzegawcze, żebym trochę przystopował, bo wkrótce nadejdzie najgorsze. TUTAJ ZNAJDZIESZ CAŁĄ RELACJĘ DAMIANA BĄBOLA http://livestream.com
Na 20. km miałem odebrać żel energetyczny. Niestety, żona, która miała mnie technicznie wspierać na trasie, gdzieś się zapodziała. Spotkaliśmy się dopiero osiem kilometrów dalej. Dzielnie podtrzymywała mnie na duchu. Udzieliła lepszej mowy motywacyjnej niż sam Al Pacino w ŚLEDŹ AUTORA NA FACEBOOKU. DAMIAN BĄBOL - SPORT&FUN" title="Na 20. km miałem odebrać żel energetyczny. Niestety, żona, która miała mnie technicznie wspierać na trasie, gdzieś się zapodziała. Spotkaliśmy się dopiero osiem kilometrów dalej. Dzielnie podtrzymywała mnie na duchu. Udzieliła lepszej mowy motywacyjnej niż sam Al Pacino w "Męskiej Grze" Olivera Stone'a. Ale nawet gdyby na smartfonie puściła "Going to distance" ze ścieżki dźwiękowej "Rocky'ego", to i tak nie dałbym już rady wrzucić trójki, a potem czwórki. Niestety, to był początek wielkiej męki. Grupa na 3:30 zaczęła się stopniowo oddalać. "I cały misterny plan..." - przypomniały mi się słowa Stefana "Siary" Siarzewskiego. Co jakiś czas pojawiały się hamletowskie rozterki w stylu "biec dalej czy nie biec?". I tylko fantastyczni kibice, wspierający wolontariusze, którzy co kilka kilometrów dopingowali Nie poddawaj się, jeszcze trochę!", kasowali negatywne myśli o przejściu do marszu, czy nawet zejściu z trasy. ŚLEDŹ AUTORA NA FACEBOOKU. DAMIAN BĄBOL - SPORT&FUN" /> Na 20. km miałem odebrać żel energetyczny. Niestety, żona, która miała mnie technicznie wspierać na trasie, gdzieś się zapodziała. Spotkaliśmy się dopiero osiem kilometrów dalej. Dzielnie podtrzymywała mnie na duchu. Udzieliła lepszej mowy motywacyjnej niż sam Al Pacino w "Męskiej Grze" Olivera Stone'a. Ale nawet gdyby na smartfonie puściła "Going to distance" ze ścieżki dźwiękowej "Rocky'ego", to i tak nie dałbym już rady wrzucić trójki, a potem czwórki. Niestety, to był początek wielkiej męki. Grupa na 3:30 zaczęła się stopniowo oddalać. "I cały misterny plan..." - przypomniały mi się słowa Stefana "Siary" Siarzewskiego. Co jakiś czas pojawiały się hamletowskie rozterki w stylu "biec dalej czy nie biec?". I tylko fantastyczni kibice, wspierający wolontariusze, którzy co kilka kilometrów dopingowali Nie poddawaj się, jeszcze trochę!", kasowali negatywne myśli o przejściu do marszu, czy nawet zejściu z trasy. ŚLEDŹ AUTORA NA FACEBOOKU. DAMIAN BĄBOL - SPORT&FUN livestream.com
Wracając do mojej udręki, to niezwykle pomocną rolę odegrał również transparent o treści 'Damian! Forrest Gump i Rocky, to przy tobie mięczoki', który wyłaniał mi się w najtrudniejszych momentach.

'Dajesz Bombi! Walczysz!' - usłyszałem ryk na długiej jak autostrada ulicy Wyszyńskiego w okolicach 36. km. I naprawdę chciałem się jeszcze poderwać, wykrzesać resztki sił, ale po prostu nie byłem w stanie. Wysoka temperatura i duża wilgotność zaczęły coraz bardziej doskwierać i niemal całkowicie odcięły zasilanie. Przed 40. km wyprzedził mnie jeszcze samotny pacemaker na 3:45. I znów powróciła nadzieja, że może dam radę uratować choćby ten wynik. Nogi jak z ołowiu jednak odmówiły posłuszeństwa.
Metę w Atlas Arenie przebiegłem po 3 godzinach, 50 minutach i 13 sekundach. Kiedy przekroczyłem końcową linię poczułem ulgę, ale też lekko zakręciło mi się w głowie. Po raz pierwszy po biegu zaopiekowali się mną sanitariusze. Butla z tlenem nie była jednak potrzebna. Zmierzono mi ciśnienie i poziom cukru. Odpocząłem kilka minut, doszedłem do siebie, i o własnych siłach ze znacznie lepszym samopoczuciem opuściłem obiekt.
Do końca dnia towarzyszyła mi myśl, że to nieludzki dystans i nie chcę już więcej się z nim walczyć. Skupię się na biegach na 5, 10 i 21 km, przecież mam tyle do poprawienia na tych dystansach. Poza tym najbliżsi też nie chcą mnie więcej widzieć w takim stanie, jak na 42. km. Doskonale to rozumiem, ale... Gdzieś w serduchu zaczyna kiełkować żądza rewanżu.

Doświadczyłem solidnej i bolesnej lekcji pokory. Na pewno popełniłem sporo błędów, zarówno w przygotowaniach jak i na trasie. Ale wiem też, że stać mnie na znacznie lepszy wynik.
'Trenuj spokojnie, jesień Twoja.' - taką wiadomość otrzymałem od kolegi z Łodzi.
<a href=https://www.facebook.com/dbabolek/''>ŚLEDŹ AUTORA NA FACEBOOKU. DAMIAN BĄBOL - SPORT&FUN</a> Wracając do mojej udręki, to niezwykle pomocną rolę odegrał również transparent o treści 'Damian! Forrest Gump i Rocky, to przy tobie mięczoki', który wyłaniał mi się w najtrudniejszych momentach. 'Dajesz Bombi! Walczysz!' - usłyszałem ryk na długiej jak autostrada ulicy Wyszyńskiego w okolicach 36. km. I naprawdę chciałem się jeszcze poderwać, wykrzesać resztki sił, ale po prostu nie byłem w stanie. Wysoka temperatura i duża wilgotność zaczęły coraz bardziej doskwierać i niemal całkowicie odcięły zasilanie. Przed 40. km wyprzedził mnie jeszcze samotny pacemaker na 3:45. I znów powróciła nadzieja, że może dam radę uratować choćby ten wynik. Nogi jak z ołowiu jednak odmówiły posłuszeństwa. Metę w Atlas Arenie przebiegłem po 3 godzinach, 50 minutach i 13 sekundach. Kiedy przekroczyłem końcową linię poczułem ulgę, ale też lekko zakręciło mi się w głowie. Po raz pierwszy po biegu zaopiekowali się mną sanitariusze. Butla z tlenem nie była jednak potrzebna. Zmierzono mi ciśnienie i poziom cukru. Odpocząłem kilka minut, doszedłem do siebie, i o własnych siłach ze znacznie lepszym samopoczuciem opuściłem obiekt. Do końca dnia towarzyszyła mi myśl, że to nieludzki dystans i nie chcę już więcej się z nim walczyć. Skupię się na biegach na 5, 10 i 21 km, przecież mam tyle do poprawienia na tych dystansach. Poza tym najbliżsi też nie chcą mnie więcej widzieć w takim stanie, jak na 42. km. Doskonale to rozumiem, ale... Gdzieś w serduchu zaczyna kiełkować żądza rewanżu. Doświadczyłem solidnej i bolesnej lekcji pokory. Na pewno popełniłem sporo błędów, zarówno w przygotowaniach jak i na trasie. Ale wiem też, że stać mnie na znacznie lepszy wynik. 'Trenuj spokojnie, jesień Twoja.' - taką wiadomość otrzymałem od kolegi z Łodzi. ŚLEDŹ AUTORA NA FACEBOOKU. DAMIAN BĄBOL - SPORT&FUN livestream.com
Abraw Misganaw z Etiopi (2:13:24) oraz Jemutai Mutgaa Racheal z Kenii (2:31:41) zwyciężyli w DOZ Maratonie Łódź z PZU 2016. Drugie i trzecie miejsce zajęli reprezentanci Kenii Melly Rogers Kipchirchir oraz Mutai Kipkemei. Druga wśród kobiet na mecie zameldowała się Agnieszka Mierzejewska, która jednocześnie drugi raz w karierze została Mistrzynią Polski w maratonie. Trzecie miejsce dla Ivanovy Nastassii z Białorusi. Abraw Misganaw z Etiopi (2:13:24) oraz Jemutai Mutgaa Racheal z Kenii (2:31:41) zwyciężyli w DOZ Maratonie Łódź z PZU 2016. Drugie i trzecie miejsce zajęli reprezentanci Kenii Melly Rogers Kipchirchir oraz Mutai Kipkemei. Druga wśród kobiet na mecie zameldowała się Agnieszka Mierzejewska, która jednocześnie drugi raz w karierze została Mistrzynią Polski w maratonie. Trzecie miejsce dla Ivanovy Nastassii z Białorusi. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
W rywalizacji kobiet od początku w czteroosobowej grupie biegły Mutgaa, Mierzejewska (na zdjęciu), Nastassia oraz Izabela Trzaskalska. W tym składzie trzymały się do 15. km. Od tego momentu tempa nie wytrzymywały odpowiednio Ivanova Nastassia, a następnie Izabela Trzaskalska. Od 27. km o zwycięstwo walczyły już tylko Mierzejewska i Mutaga. Polka od 32. km zmagała się z kolką. Na ul. Krzemienieckiej wróciły jej siły i Mierzejwska prawie dogoniła rywalkę, brakowało jej zaledwie kilku metrów. Ostatecznie Kenijka nie dała za wygraną i pierwsza przekroczyła linię mety w Atlas Arenie.
-   Po 30. km zaczęło brakować mi sił. Duża wilgotność i słońce nie ułatwiały zadania - mówi Agnieszka Mierzejewska. - Zdobyłam tytuł mistrzyni Polski, ale nie jestem w tym momencie najszczęśliwsza. Walczyłam o nominację do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Wierzę jednak, że praca którą wykonałam jeszcze zaprocentuję. Będę walczyć o Rio na innym dystansie - dodaje Mierzejewska. W rywalizacji kobiet od początku w czteroosobowej grupie biegły Mutgaa, Mierzejewska (na zdjęciu), Nastassia oraz Izabela Trzaskalska. W tym składzie trzymały się do 15. km. Od tego momentu tempa nie wytrzymywały odpowiednio Ivanova Nastassia, a następnie Izabela Trzaskalska. Od 27. km o zwycięstwo walczyły już tylko Mierzejewska i Mutaga. Polka od 32. km zmagała się z kolką. Na ul. Krzemienieckiej wróciły jej siły i Mierzejwska prawie dogoniła rywalkę, brakowało jej zaledwie kilku metrów. Ostatecznie Kenijka nie dała za wygraną i pierwsza przekroczyła linię mety w Atlas Arenie. - Po 30. km zaczęło brakować mi sił. Duża wilgotność i słońce nie ułatwiały zadania - mówi Agnieszka Mierzejewska. - Zdobyłam tytuł mistrzyni Polski, ale nie jestem w tym momencie najszczęśliwsza. Walczyłam o nominację do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro. Wierzę jednak, że praca którą wykonałam jeszcze zaprocentuję. Będę walczyć o Rio na innym dystansie - dodaje Mierzejewska. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
W sobotę w ramach DOZ Maratonu Łódź z PZU odbył się bieg śniadaniowy oraz DOZ piknik dbam o zdrowie. Na stadionie miejskim, ponad 800 dzieci brało udział w biegu Omegamed Kids Run. W sobotę w ramach DOZ Maratonu Łódź z PZU odbył się bieg śniadaniowy oraz DOZ piknik dbam o zdrowie. Na stadionie miejskim, ponad 800 dzieci brało udział w biegu Omegamed Kids Run. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
Równocześnie z maratończykami, ale w przeciwnym kierunku wystartowali biegacze ALE 10k run. Wśród kobiet triumfowała Karolina Nadolska (Jarzyńska), która wraca do formy po urodzeniu dziecka i będzie walczyć o kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro na dystansie 10 000 metrów.

Równocześnie z maratończykami, ale w przeciwnym kierunku wystartowali biegacze ALE 10k run. Wśród kobiet triumfowała Karolina Nadolska (Jarzyńska), która wraca do formy po urodzeniu dziecka i będzie walczyć o kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro na dystansie 10 000 metrów. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
W biegu na 10 km wystartowała m.in. Anna Rogowska. Była mistrzyni świata w skoku o tyczce osiągnęła czas 45 minut i 56 sekund. W biegu na 10 km wystartowała m.in. Anna Rogowska. Była mistrzyni świata w skoku o tyczce osiągnęła czas 45 minut i 56 sekund. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
Łącznie w DOZ Maratonie Łódź z PZU i ALE 10k Run wzięło udział ponad 4500 biegaczy.
Łącznie w DOZ Maratonie Łódź z PZU i ALE 10k Run wzięło udział ponad 4500 biegaczy. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
W zawodach ALE 10k Run wziął udział również Zbigniew Stefaniak, niepełnosprawny maratończyk z Gąsiorowa spod Łęczycy. Dystans 10 km pokonał w czasie 1 godziny i 52 minut. 
Niepełnosprawny maratończyk, choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Porusza się na wózku inwalidzkim lub o kulach, na których - jak twierdzi - potrafi codziennie pokonywać 20 km. Mimo trudności z poruszaniem się, pan Zbigniew ma na swoim koncie wiele osiągnięć. Bierze udział zarówno w maratonach, jak i w półmaratonach w całej Polsce. 
Zrobiło się o nim głośno podczas 9. Półmaratonu Warszawskiego. Ukończył trasę z czasem 3 godzin 57 minut i 24 sekund.
- Mam wiele ograniczeń, ale nie poddaję się! Ja proszę pana, cieszę się życiem. Ludzie są zdrowi i narzekają, że im źle. A co my, niepełnosprawni mamy powiedzieć? Walczymy z codziennymi problemami, wkładając w to często ogromny wysiłek. I też kochamy sport. Cieszymy się, kiedy ktoś nas czasem zauważy i pomoże Muszę być przykładem dla innych zdrowych i niepełnosprawnych ludzi, że warto uprawiać sport - mówił serwisowi PolskaBiega.pl W zawodach ALE 10k Run wziął udział również Zbigniew Stefaniak, niepełnosprawny maratończyk z Gąsiorowa spod Łęczycy. Dystans 10 km pokonał w czasie 1 godziny i 52 minut. Niepełnosprawny maratończyk, choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Porusza się na wózku inwalidzkim lub o kulach, na których - jak twierdzi - potrafi codziennie pokonywać 20 km. Mimo trudności z poruszaniem się, pan Zbigniew ma na swoim koncie wiele osiągnięć. Bierze udział zarówno w maratonach, jak i w półmaratonach w całej Polsce. Zrobiło się o nim głośno podczas 9. Półmaratonu Warszawskiego. Ukończył trasę z czasem 3 godzin 57 minut i 24 sekund. - Mam wiele ograniczeń, ale nie poddaję się! Ja proszę pana, cieszę się życiem. Ludzie są zdrowi i narzekają, że im źle. A co my, niepełnosprawni mamy powiedzieć? Walczymy z codziennymi problemami, wkładając w to często ogromny wysiłek. I też kochamy sport. Cieszymy się, kiedy ktoś nas czasem zauważy i pomoże Muszę być przykładem dla innych zdrowych i niepełnosprawnych ludzi, że warto uprawiać sport - mówił serwisowi PolskaBiega.pl fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU MAŁGORZATA KUJAWKA
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU MAŁGORZATA KUJAWKA
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
W imprezie ALE 10k Run startowali również zawodnicy na wózkach. W imprezie ALE 10k Run startowali również zawodnicy na wózkach. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
Biegacze wybiegli na łódzkie ulice o godzinie 9:00 z ul. Bandurskiego, obok Atlas Areny. Od początku zawodnicy z Kenii i Etiopii narzucili mocne tempo, które trzymali do ok. 21km. Biegli w siedmioosobowej grupie aż 30 kilometra. Od tego momentu powoli zaczęli odpadać kolejni biegacze. Biegacze wybiegli na łódzkie ulice o godzinie 9:00 z ul. Bandurskiego, obok Atlas Areny. Od początku zawodnicy z Kenii i Etiopii narzucili mocne tempo, które trzymali do ok. 21km. Biegli w siedmioosobowej grupie aż 30 kilometra. Od tego momentu powoli zaczęli odpadać kolejni biegacze. fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
DOZ Maraton Łódź z PZU DOZ Maraton Łódź z PZU fot: www.sportografia.pl www.sportevolution.pl
Komentarze (25)
Nasz dziennikarz po maratonie wyglądał TAK. To była mordercza walka z własnymi słabościami! [ZDJĘCIA]
Zaloguj się
  • jsbmw

    Oceniono 5 razy 3

    Za "morderczą walkę" i "umieranie na mecie" należy się wyrok. Żądam dożywotniego zmądrzenia.

  • jake210

    Oceniono 7 razy 3

    Potrafię zrozumieć maratończyków, którzy przygotowują się do maratonu latami, są w dobrej kondycji, natomiast powala mnie głupota "niedzielnych" maratończyków, którzy zaczynają biegać od miesiąca, a potem "umierają" na mecie. Przecież to niszczenie swojego zdrowia i proszenie się o kłopoty. To nie walka ze słabościami, tylko walka ze swoim próżnym ego, które chce być naj naj naj.

  • ginztonickiem

    Oceniono 7 razy 3

    Nie, no szacun, tylko po ch...?

  • adolfiutin11

    Oceniono 7 razy 3

    Głupota. Ryzykować własne życie dla 42 km :( Nie lepiej pobiegać sobie 5-7 km, pojeździć an rowerze ??? Po co niszczyć własny organizm? Kraśko też tak biega i wygląda teraz fatalnie (worki pod oczami, bruzdy, sina twarz...)

  • trog73

    Oceniono 3 razy 1

    "umieral" ---- kto dopuscil tego Pana do biegu?

    Chcesz biegac to biegaj tylko nie rob z tego ąę.

  • dryl1

    Oceniono 5 razy 1

    A już myślałem, że to żałosny dziennikarzyna red
    Lis, właściciel niemożliwie krótkich nóżek i wielkiego łba.

  • Dorian Grzyb

    0

    biegłem rówiez na 3:30 a na mete wbiegłem z czasem 3:50:14 ^^ to juz wiem kto mnie wyprzedzil przed meta, na dodatek ostatnie km musialem co chwile isc bo nogi odmowily mi posluszenstwa, nie glowa, bo z nia bylo ok ale nogi :) gdybym stanal na 3:45 to bym ten czas wykrecil, chcialem za bardzo i teraz mam :)

  • tomekgaz

    0

    Drodzy teoretycy.
    Po miesiącu treningu NIKT nie pobiegnie 14 km w tempie 4.43 - to po pierwsze.
    Po drugie - wynik planowany 3;30 - pełen szacun dla amatora
    Po trzecie - na maratonie dzieją się dziwne rzeczy - czasami masz słaby dzień i pomimo przygotowania coś nie zagra i jest masakra.
    Po czwarte - ktoś kto NAPRAWDĘ biegał w maratonie to wie jakie to wyzwanie ale jaka satysfakcja na mecie. A to, że porażki się zdarzają - no cóż "no risk no fun"
    Pozdrawiam wszystkich maratończyków praktyków i teoretyków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX