Jesioniki - piękne trasy na biegówki w Sudetach

Jesioniki to najbardziej wysunięta na wschód część Sudetów, na pograniczu Polski i Czech. Miłośnikom biegania na nartach poza utartymi szlakami i zainteresowanych historią przedstawiamy kilka ciekawych pomysłów na wycieczki w Jesionikach, zwłaszcza w polskiej części Gór Opawskich (Zlatohorská vrchovina).
Górniczy kościółek św. Anny Górniczy kościółek św. Anny opole.gazeta.pl

Szlakiem dawnych kopalń złota

Tekst pochodzi z opole.gazeta.pl

Startujemy z Rejvizu, najwyżej położonej miejscowości na Śląsku, do której najprościej jest dojechać przez Głuchołazy i Zlate Hory. Nie da się nie trafić. Od Zlatych Hor, które znajdują się ok. 8 km od Rejvizu, prowadzą dobrze widoczne znaki drogowe. Nieco niepewności można nabrać, gdy nagle nakażą nam zjechać z głównej drogi w leśną, zazwyczaj nieodśnieżoną, za to posypaną drobnym, dającym przyczepność żwirkiem. Tą dość wąską drogą będziemy się wspinać paroma serpentynkami. Zdarza się, że zarówno w Zlatych Horach, jak i już na tej podrzędnej drodze nie widać nawet śladu śniegu. Mimo to po 10 minutach staniemy w środku zimy w Rejvizie (jeszcze do niej wrócimy).

Zaparkować można przy którejś z restauracji, przejść przez główną ulicę, by po kilkunastu metrach stanąć na wielkiej polanie, gdzie można zakładać już narty. I ruszać w dół polany jednym z wielu założonych śladów do biegów narciarskich. Po mniej więcej kilometrze większość biegaczy kieruje się w prawo ku lasowi, przez który wiodą główne trasy narciarskie w okolicy. My jednak odbijamy w lewo ku drodze, przy której stoją pojedyncze chatki. To Stary Rejviz. Gdy miniemy ostatnią z chatek i wjedziemy w las, to wnet zobaczymy rozstaje dróg. Skręcamy w lewo, zgodnie z kierunkowskazem "Nad Hornim Udolni".
Zdarza się, że tym szlakiem podążali już przed nami jacyś narciarze i przetarli go. Ale z biegiem czasu założony ślad będzie zanikał, aż w końcu sami będziemy go w śniegu drążyć. Dlatego najlepiej sprawdzą się narty typu backcountry, którym niestraszny nawet kopny śnieg i którymi podczas dość szybkich zjazdów, jakie się na tej wyprawie przytrafią, łatwiej będzie hamować, bo są krótsze, szersze i z krawędziami metalowymi. Ale z kolei na zwykłych, wąskich biegówkach będziemy poruszać się szybciej, a z głębokim śniegiem też sobie poradzimy, no może nieco bardziej się zgrzejemy.

Na zboczu, którym jedziemy, tworzą się zachwycające śniegowe formy. Czasami zaś przychodzi nam jechać w śniegowym minijarze.

Po mniej więcej czterech kilometrach od startu i jeździe, a to lasem, a to łąką, docieramy nad Horni Udolni. Widok zachwycający. Przed nami Prićna, z której wnętrza przez stulecia górnicy wydzierali złoto. Pod nami i z boku na stokach zjeżdżają narciarze i snowboardziści.

Ale wspinaczka dopiero przed nami. Róża wiatrów nieubłaganie wskazuje, że dalsza część wyprawy to około dwukilometrowe podejście ku miejscu Prameny Opavice (Źródła Opawicy) i to w terenie od strony Prićnej otwartym. Wieje więc tam i sypie śniegiem w oczy niemiłosiernie.

Ale wdrapywanie się na górę ma też swoje uroki. Na zboczu, którym jedziemy, tworzą się zachwycające śniegowe formy. Czasami zaś przychodzi nam jechać w śniegowym minijarze.

Gdy w połowie podejścia spoglądamy w lewo, w oddali świetnie widzimy jeziora Nyskie i Otmuchowskie czy zabudowania Nysy, a tuż pod sobą maleńką miejscowość Horni Udoli ze ślicznym kamiennym zabytkowym kościółkiem ze strzelistą wieżą. A spomiędzy ośnieżonych choin na Prićnej jawią się fragmenty jakiejś tajemniczej budowli. Będziemy ku niej podążać.

Uroczy, górniczy kościołek

Po mniej więcej sześciu kilometrach od Rejvizu docieramy do Źródeł Opawicy. To dobre miejsce na łyk gorącej herbaty z termosu czy spałaszowanie kanapki. Stoi tu bowiem przystankowa wiata (w cieplejszych porach roku kursuje tędy autobus) z drewnianych bali, w której można się ukryć przed wiatrem. Po odpoczynku ruszamy w kierunku Kaple sv. Anny, sv. Marty. Po forsownej wspinaczce ku Źródłom Opawicy tu już mamy całkowity luz - jedziemy z górki, choć łagodnej. Mijamy zakopany w śniegu niemal bajkowy drewniany domek pracowników leśnych i po mniej więcej kilometrze wjeżdżamy na odcinek drogi, gdzie po lewej stronie nie ma drzew. Jest za to niezwykle malownicza ruina dawnego górniczego kościółka.

Bo w Hornim Udoli na przełomie XIII i XIV wieku powstała osada po tym, jak w masywie Prićnej znaleziono złoto. Sto lat później w górze był już wydrążony chodnik kopalniany o długości kilometra, dziś nazywany Stará Hackelberská Śtola, a w 1543 roku ze złota tutaj wydobytego wybite zostały pierwsze monety biskupów wrocławskich, do których należała kopalnia.

Została ona zamknięta w 1790 roku, co właściwie zakończyło wydobywanie złota w Hornim Udoli.

 DLOOP strony lokalne GW - OpoleWydarzenia ZDJĘCIE DO WKŁADKI: DLOOP strony lokalne GW - OpoleWydarzeniaopole.gazeta.pl

Górniczy kościółek św. Anny na Prićnej powstał w XVII wieku. Kilka razy był dewastowany i odnawiany. Obecny kształt otrzymał 1888 roku. Stał się miejscem pątniczym, do którego wierni z okolic tak często uczęszczali, że z datków zbudowano przy nim jeszcze kaplicę św. Marty, Matki Boskiej Bolesnej i Duszy w czyśćcu. Powstały też drogi krzyżowe i studnia z wodą, która miała uzdrawiać. Po wojnie, gdy te tereny zajęła komunistyczna Czechosłowacja, miejsce zostało zdewastowane i do dziś zachowała się tylko ruina kościółka.

Co jakiś czas napotykamy po obu stronach urokliwe skałki, szczególnie ciekawe przy zbiegu trasy z Pivną Cestą. Zaciekawienie budzą też co jakiś czas widoczne kamienne wały. To hałdy skały wydobytej z dawnej kopalni.

Warto nieco zboczyć ze szlaku, by przyjrzeć się budowli. Na ścianie frontowej zachowały się rzeźbione w piaskowcu kapitele pilastrów. Wewnątrz widać jeszcze pozostałości fresku w prezbiterium, nad którym zachował się jedynie dach kryty drewnianym gontem. W cieplejszych porach w ruinach odbywają się msze. Jest więc prowizoryczny ołtarz, za ławki wiernym służą grube belki niegdyś stropowe.

Przy kościółku jest tablica z historią miejsca, opisaną także po polsku i niemiecku.

Po postoju przy ruinach, jeśli ktoś jest już zmęczony, można rozpocząć podróż powrotną. Ale warto jeszcze nadłożyć kilka kilometrów. Jedzie się przyjemnie, bo głównie z łagodnej górki. A poza tym co jakiś czas napotykamy po obu stronach urokliwe skałki, szczególnie ciekawe przy zbiegu trasy z Pivną Cestą. Zaciekawienie budzą też co jakiś czas widoczne kamienne wały. To hałdy skały wydobytej z dawnej kopalni.

Karkówka z knedlikami i kofola

Po mniej więcej pięciu kilometrach dojeżdżamy do miejsca Zlod'jske louky. To łąki wielkości paru stadionów. Jest z nich bardzo dobry widok na Kopę Biskupią.

Stąd można zawracać do Rejvizu. Początek trasy powrotnej może być nieco trudny, bo cały czas jedziemy pod górkę, od czasu do czasu nawet stromą. Ale za to spod Źródeł Opavicy pomkniemy w dół. Gdy ślad jest dobrze zachowany albo śnieg mocno zmrożony, jedziemy z dużą prędkością i co jakiś czas trzeba ostro hamować. Niemniej niecałe dwa kilometry połykamy w mig. Adrenalina idzie równie ostro w górę, jak zjeżdżamy w dół.

Potem już mamy las i prostą drogę do Rejvizu. Gdy już tam wrócimy, to warto pospacerować. Dużo czasu to nie zajmie, bo de facto miejscowość to dwie drogi. Ale się napatrzymy. Na urzekające gustownością i prostotą stare drewniane chaty czy kojące górskie krajobrazy. A w restauracyjkach pysznie zjemy (szczególnie polecam pensjonat Na Paloucku i jego specjalność, czyli karkówkę duszoną w kapuście z knedlikami). Dla tych, którzy będą wracać samochodem tego samego dnia, zamiast piwa - kofola, czyli czeska odmiana coca-coli, mniej słodka, z lekka ziołowa, lana z beczki, naprawdę pyszna.

czechy pod orlikiem opole.gazeta.pl

Historia najnowsza Rejvizu jest równie ciekawa, jak sama miejscowość. Po wojnie do opuszczonej przez Niemców osady władze Czechosłowacji najpierw skierowały Cyganów, którzy jednak, jak to Cyganie, długo miejsca nie zagrzali. Potem osiedlono tu uciekających z Grecji po nieudanym puczu komunistycznych bojowników. Większość z nich wróciła po latach do ojczyzny na mocy amnestii, część jednak została i zasymilowała się z Czechami. Do dziś nad jedną ze starszych chatek można zobaczyć powiewającą grecką flagę.

Tekst: Leszek Frelich

Więcej pomysłów na wycieczki na nartach biegowych znajdziesz w dziale TRASY NA BIEGÓWKI.

Kierunkowskaz na Cervenej horze Kierunkowskaz na Cervenej horze Leszek Frelich

Cervena Hora w Jesionikach

Tekst pochodzi z opole.gazeta.pl.

Przy bardzo dobrej pogodzie wyprawa z Cervenohorskiego sedla (1013) na górę obfituje ponoć w fantastyczne widoki, wszak Cervena hora (1333) jest tuż za pierwszą dziesiątką najwyższych szczytów Jeseników. Mnie trafiło się jednak wdzierać przy pogodzie fatalnej, kiedy to porywiste wiatry zwiewały w dół chmury i smagały po twarzy kryształkami lodu. Mimo to wrażenia były niesamowite. Jedna z pań, którą pozdrowiłem na szlaku, stwierdziła wręcz: "tu jest jak w bajce".

Krzyż w miejscu dawnego kościółka na Vresovej studanceLeszek Frelich

Bo dość szybko wjeżdża się ponad granicę lasu i odtąd krajobraz wokół rzeczywiście baśniowy: kosodrzewiny pozamieniane w najeżone igłami śniegowe kule, skarłowaciałe choineczki oblepione białym puchem albo pojedyncze kikuty obumarłych dawno drzew. To już teren rezerwatu "Śnieżna Kotlina", który nawiązuje do prehistorii, jako że w plejstocenie na zboczu Cervenej hory zalegał firnowy lodowiec i do dziś w miejscu po nim śnieg utrzymuje się nawet do lata.

 

Bily Slup - pomysł na wycieczkę na nartach biegowych na Cerveną Horę.Leszek Frelich

Lodowy klimat zaczyna się odczuwać po minięciu miejsca o nazwie Bily sloup (Biały słup, 1227). To pamiątka po pierwszych oznaczeniach szlaków w Jesenikach, gdy w XIX w. turyści zaczęli je przemierzać. Na rozstajach stawiano pomalowane na biało słupy z drogowskazami. Do dziś przy trasie na Cerveną horę stoi na pamiątkę jeden taki słup i nawet widać na nim resztki białej farby.

Kolejny przystanek to Vresova studanka (Wrzosowa studzienka, 1290). Tu już wiatry hulają całkowicie bezkarnie i zdarza się, że niemal spychają z drogi. Na szczęście nie w przepaść, ale łagodnie na niższy taras zbocza, do którego przywarła i heroicznie opiera się wiatrzyskom kamienna kapliczka ze źródłem, którego woda według jednej legendy uzdrowiła rannego jelenia, a według innej przywróciła wzrok leśnikowi. W każdym razie od XV w. okoliczna ludność tu pielgrzymowała.

Pomysł na wycieczkę na nartach biegowych - Cervena Hora.Leszek Frelich

W tym miejscu (3,5 km od Cervenohorskiego sedla) kończy się odśnieżana trasa. Dalej wprawdzie nie zapadamy się po kolana w śniegu, bo jest on tu mocno zmrożony, ale po każdej wywrotce - o które nietrudno przy silnych wiatrach i zlodowaciałym podłożu - trochę się trzeba nagimnastykować, by się wygrzebać i stanąć na nartach. Ale warto to przeżyć. Szczyt Cervenej hory nawet przy złej pogodzie robi wrażenie swą majestatycznością (przy dobrej pogodzie widok z punktu na skałce musi być genialny). A kilkaset metrów poniżej jest jeszcze skała Kamienne okno, też niezwykła.

Pomysł na wycieczkę na nartach biegowych - Cervena Hora.Leszek Frelich

Dalej droga na Serak jest już bardzo trudna; zjazd stromy, co przy zlodowaceniu śniegu oznacza duże prędkości, przy których na nartach bez metalowych krawędzi nie sposób wyhamowywać. Najlepiej więc zawrócić, ostrożnie zjechać do Vresovej studanki, a stamtąd już z górki na pazurki do Cervenohorskiego sedla. Śmiga się aż miło.

Zobacz filmy ze zjazdu:

<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/i257g5yatIg" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/8KZYUbxoj8Y" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

Więcej pomysłów na wycieczki na nartach biegowych znajdziesz w dziale TRASY NA BIEGÓWKI.

Podjazd pod Vyrovkę Podjazd pod Vyrovkę Leszek Frelich

Szczytami Jesioników

Tekst pochodzi z opole.gazeta.pl

Gdy nie macie pewności, czy w najbliższych od Opola partiach Jeseników jest dość śniegu do biegania, to bez obaw możecie pakować się na wyprawę. Na Cervenohorskim śnieg będzie na pewno. A stamtąd biegnie wspaniała biegowa nartostrada do schroniska na Svicarni, skąd już tylko rzut beretem na najwyższy szczyt Jeseników - Pradziada. Trasa jest codziennie utrzymywana, ratrakowana, nie ma więc obaw, że po obfitych opadach śniegu zagrzebiemy się w zaspach.

Na tarasie Jeseników

Z parkingu na Cervenohorskim Sedle (bezpłatny i raczej zawsze znajdzie się miejsce) trzeba przejść z nartami przez drogę zgodnie ze stojącym przy autobusowym przystanku kierunkowskazem niebieskiej trasy biegowej (na pomarańczowej tabliczce, z napisem "Jeseniky",). I po zapięciu nart od razu mamy pod górkę. Ale łagodnie, akurat, by się rozgrzać. Ślad jest wyraźny, dobrze wyjeżdżony, więc dość szybko windujemy się na - można by rzec - taras Jeseników, mijając szczyty Klinovca, Vyrovki, Małego Jezernika. Widoki z owego tarasu są urzekające. Zarówno na doliny, jak i na górujący w oddali drugi najwyższy szczyt Jeseników - Vysoką Holę.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ZSmdiDq4S8E" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Po czterech kilometrach, w miejscu o nazwie Nad Petrovkou, zaczyna się pierwszy porządny, bo prawie półkilometrowy zjazd, i to z zakrętem. Ale bez obaw, nawet jeśli nabieramy podejrzanie sporej prędkości. Petrovka wita nas bowiem niemal lądowiskiem - długim, szerokim, wypłaszczonym terenem.

I odtąd zaczynają się schody. A konkretnie trzykilometrowe podejście w górę. W niektórych momentach narciarze ratują się jodełką. Ale zawsze można przystanąć, by złapać oddech i podziwiać górskie panoramy.

Rozjazd tras na KamzikuLeszek Frelich

W połowie podejścia, na 1190 metrach, na Kamziku (to po czesku "kozica"; jak się okazuje, w Jesenikach żyją one od stu lat) stoi drewniana wiata, w której można przysiąść i się posilić, będąc osłoniętym od hulających po szczytach wiatrów. Warto to zrobić, bo drugi odcinek stąpania ku Svicarni jest jeszcze bardziej morderczy. Wdrapując się nań, walczy się nie tylko z obolałymi mięśniami, ale i nachodzącymi wątpliwościami, jakim sposobem potem stąd zjechać.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/YsvSHQf35iQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Po zdobyciu Slate (1299 metrów) trasa wydaje się już płaska jak stół. Po chwili stoimy na Svicarni pod najstarszym schroniskiem w Jesenikach z 1844 roku.

Można tu przystanąć, albo też pobiec jeszcze dwa i pół kilometra łatwą trasą na Pradziada, gdzie również jest restauracja (w obu trzeba płacić koronami).

Powrót na Cervenohorskie Sedlo jest błyskawiczny. Niemal non stop z górki. Najtrudniej jest na pierwszym zjeździe. Właściwie półtora kilometra trzeba jechać cały czas pługiem. Niektórzy zdejmują narty i idą kawałek piechotą, ale większość sobie radzi.

Od Kamzika można już zjeżdżać z wyprostowanymi nartami, od czasu do czasu hamując. Wrażenia ze zjazdu z tarasu Jeseników są niezapomniane.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/EKher-VDk30" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

Jak tam dotrzeć?

Z Opola drogą przez Głuchołazy i przejście graniczne Mikulovice. Stąd już cały czas przed siebie główną drogą na Jesenik. Mijamy go i kierujemy się na Sumperk. W Beli p. Pradedem, gdy będzie rozjazd dróg, jedziemy po zakręcie w prawo, nadal na Sumperk. Przed nami już tylko kilka serpentyn. Kilkaset metrów przed dojazdem na Cervenohoskie sedlo będzie znak ostrzegawczy przed pieszymi przechodzących przez drogę. Bo wielu narciarzy z parkingu, który znajduje się po prawej stronie drogi, przechodzi na stoki po lewej.

Droga do Skalni tabuleLeszek Frelich

Na Cervenohoskim sedle są oczywiście hotele, pensjonaty, restauracje i bary, ale tylko w niektórych można zapłacić kartą, warto więc zaopatrzyć się w kantorach przygranicznych w korony.

Tekst: Leszek Frelich

Więcej pomysłów na wycieczki na nartach biegowych znajdziesz w dziale TRASY NA BIEGÓWKI.

Za Kazatelnami Za Kazatelnami Leszek Frelich

Ekscytujący wypad pod pasmo Orlika

Tekst pochodzi z opole.gazeta.pl

Tym razem wyprawa będzie wymagająca, ale wszelki trud zostanie sowicie wynagrodzony.
Z bazy wypadowej w czeskim Rejvizie (9 km za Zlatymi Horami) trzeba ruszyć przez główną polanę (nie da się jej przeoczyć z żadnego miejsca w Rejvizie) w górę ku Velkemu Mechovemu Jezirku (prowadzą do niego szlaki, każdy w Rejvizie wie, gdzie jest to jeziorko). Ale po kilkuset metrach w lesie odbijamy w lewo w kierunku na Bublavy Pramen. Teraz następuje prawie kilometrowy przeuroczy odcinek nad potoczkami, mokradłami. Jest wąsko, czasami ocieramy się o choinki, ale przyjemnie. Z wąskiej dróżynki wjeżdżamy w szerszą leśną przecinkę i skręcamy w prawo. A po kilometrze, w miejscu Bublavy Pramen, zaczynamy wspinanie. Skręcamy w lewo na żółty szlak.

Lekko nie będzie, ale za to ładnie wkoło. Najpierw świerkowym lasem, potem trochę w otwartym terenie. Śnieżysty krajobraz jest tak niesamowity, że oczu oderwać nie można i tylko apetyt rośnie, by zobaczyć, co jest dalej.

A dalej jest tylko ciekawiej. Po blisko 2 km wspinaczki (czasami trzeba będzie poczłapać jodełką) wyrastają malownicze skałki. To Kazatelny, co znaczy kościelne ambony.

Nazwa ponoć pochodzi z czasów najazdów husyckich na Śląsk. Jest ich sześć, stoją po obu stronach naszej trasy. Przy największej jest dobry punkt widokowy na część Jeseników, w tym na masyw Śnieżnika oraz Góry Bialskie, których szczytem jest właśnie Orlik, ku któremu zmierzamy.

Dalej żółty szlak wiedzie pod najtrudniejszy kawałek, bo trzeba będzie się ostro wspiąć na Kazatelny Vrchol, znaczy szczyt. Odcinek krótki, ale piekielnie stromy. W pewnym momencie nawet jodełką się nie da, trzeba wchodzić bokiem. Choć są też tacy, którzy po prostu nadkładają drogi i stromiznę omijają.

Wyciśnięty pot wynagradza widok ze szczytu oraz ekscytujący zjazd. Nabiera się błyskawicznie dużej prędkości, ale po kilkunastu sekundach jest wyrównanie, więc bez problemu narty same wyhamowują. Wkrótce docieramy do rozwidlenia szlaków i skręcamy w lewo, zgodnie z żółtym szlakiem, w kierunku na pasmo Orlika. Kto chce zawracać, bo jest zmęczony, może jeszcze pójść kilkaset metrów prosto pod górkę, gdzie stoi drewniana chata, przy której można odsapnąć, chroniąc się przed wiatrem.

czechy pod orlikiem Leszek Frelich


Dla tych, którzy wędrówkę kontynuują, teraz zaczyna się ponadkilometrowy zjazd. Ale to taki, że z górki na pazurki. Adrenalina skacze, trzeba od czasu do czasu mocniej przyhamować, co na biegówkach zbyt łatwe nie jest, więc najlepiej wjeżdżać w głębszy śnieg.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/-x9OdxnmqIQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Po zjeździe jest mostek, za nim dalej trzymamy się żółtego szlaku, który teraz wiedzie lekko w górę ku Loveckiej Chacie. Po drodze mijamy Ruski Hrbitov - to cmentarz żołnierzy radzieckich w miejscu po obozie jenieckim. Z informacji tam zamieszczonych wynika, że pierwszymi jeńcami byli tu polscy żołnierze września '39.

czechy pod orlikiem Leszek Frelich

Po dotarciu do kolejnego rozwidlenia szlaków przy drewnianej szopie kierujemy się w stronę Kristovo Louceni. To bite 2 km cały czas pod górkę. Ma się wrażenie, że to wspinanie się nigdy nie skończy. Ale krajobraz z każdym metrem coraz bardziej urzekający. Im wyżej, tym więcej śniegu. Choiny stają się już nie tylko ośnieżone, ale uginające się od śniegu, przysypane jego zwałami. Biel wydaje się nieskazitelna, w słońcu mieni się mnóstwem kryształków. Gdyby ktoś chciał nakręcić nową wersję "Królowej śniegu", koniecznie powinien właśnie tam wybrać się z kamerą.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/WwP9SsgEdtA" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Przy krzyżówce szlaków na Kristovo Louceni można chwilę odsapnąć w drewnianej chatce-wiacie. W środku nie hula wiatr, nie ma śniegu, można usiąść na ławce. Obok chaty stoi stary drewniany krzyż na pamiątkę leśnika, który tam zginął.

Dalej przed nami już tylko przyjemny, łagodny zjazd ku malowniczemu mostkowi, krótkie wspinanie na niedużą górkę i znów zapierający dech w piersiach prawie półkilometrowy zjazd na polanę pod pasmem Orlika (1006 m n.p.m.). Stamtąd piękny widok na góry.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/sQtdh8GYc7g" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Choć mamy w nogach ok. 10 km, nie ma się co martwić, że ciężko będzie wrócić. Zdecydowana większość trasy jest już z górki, a są odcinki, że pognamy ciągiem nawet 2 km w dół (aż uda bolą od pozycji zjazdowej). Uwaga! Zjeżdżając z Kazatelnego Vrchola, lepiej obejść bokiem stromiznę, gdyż śnieg na niej jest mocno wydeptany, więc przy upadku nie za bardzo ma nas co zamortyzować.

Na trasie z Pramenów Javornej do Certovych Kamenów Na trasie z Pramenów Javornej do Certovych Kamenów Leszek Frelich

Na Krizovy Vrch przez Czarcie Kamienie

Tekst pochodzi z opole.gazeta.pl

Trasa lekka, łatwa i przyjemna, która jednak po krótkim wydłużeniu może przeistoczyć się w katorżniczą.
Start z parkingu tuż za Rejvizem (urocza miejscowość 9 km za Zlatymi Horami, przez którą trzeba przejechać główną drogą). Stamtąd odchodzą cztery trasy narciarskie. Wybieramy żółtą i ruszamy z górki na pazurki. Miłego złego początki - można pomyśleć sunąc ponad półtora kilometra szeroką narciarską arterią w dół. I tak całkiem błędna ta myśl nie będzie. Ale na razie jest tylko fun. Docieramy do krzyżówki szlaków przy Pramenach Javornej i skręcamy w lewo, zgodnie z żółtym szlakiem. Teraz przed nami ok. 4,5 km bardzo przyjemnego biegu, głównie zboczem góry, dzięki czemu po prawej co rusz mamy piękne panoramy Jeseników.

PASNIK DLOOP strony lokalne GW - OpoleWydarzenia ZDJĘCIE DO WKŁADKI: DLOOP strony lokalne GW - OpoleWydarzeniaLeszek Frelich

Trasa jest dobrze utrzymana, śnieg ubity, ślad wyraźny. Nie ma ani zbyt ostrych zjazdów, ani męczących podbiegów. Słowem odcinek idealny do napawania się bieganiem na nartach i sycenia walorami przyrody, a jest na co popatrzeć. Oto jej fragment:
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/XvXW2QG2FIM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Co jakiś czas napotykamy malownicze paśniki dla zwierzyny, sprawiające wrażenie przygniecionych przez zwały śniegu. A od czasu do czasu w miejscach, z których odgarnięto zaspy, natykamy się na kopki pachnącego siana.

Po ok. półtorej godziny docieramy do Certovych Kamenów, gdzie można odetchnąć i posilić się w miejscowym schronisku, z zewnątrz nie sprawiającym za bardzo wrażenia przytulnego. Z drugiej strony budynku znajduje się słynny skalny masyw, na który prowadzą zabezpieczenia z łańcuchów. Obok jest też górna stacja wyciągu orczykowego.

Ci, którzy nie chcą się zbytnio przemęczać, a w perspektywie mają przecież półtorakilometrowe podejście z Pramenów Javornej, mogą stąd zawracać.
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/9G7-2KT7O0E" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Ci, którym mało proponuję przedłużenie trasy o 2 kilometry i ruszenie na Krizovy Vrch.

Najpierw, nadal żółtym szlakiem, ostro w dół drogą, po której od czasu do czasu jeżdżą auta, ale zimą z częstotliwością kilku na dzień. Trzeba jednak uważać na wyboje, bo przy bardzo szybkim zjeździe robią za miniskocznie, które wybijają narciarza w stronę najmniej przez niego oczekiwaną, co zazwyczaj kończy się upadkiem. Raczej bolesnym, wszak śnieg jest tu mocno ubity.

Gdy dojedziemy do pierwszej serpentyny, zbaczamy z żółtego szlaku w lewo na zieloną trasę biegową. I tu zaczynają się schody. Pokonanie ok. trzystumetrowego odcinka jest prawdziwym zmaganiem się z własnymi słabościami. Są momenty, że narty zjeżdżają w dół nawet gdy idziemy jodełką. Mówiąc w skrócie: solidna zadyszka murowana.

Potem już jest lepiej, nieco pod górkę ale łagodniej, aż do Krizovego Vrchu. Stamtąd już tylko pół kilometra po prostym ku restauracji. Obecnie powstaje przy niej potężny hotel w stylu góralskim, ale w starej części jest bardzo przytulna knajpka z wielkim kominkiem. Obok stoi kościółek z połowy XIX w. z obrazem św. Anny i św. Joachima. W restauracji można poprosić o klucz do niego.

 Na trasie z Pramenów Javornej do Certovych KamenówLeszek Frelich

Stąd rozchodzi się też wiele szlaków. Na wieżę widokową Zlaty chlum jest to 2,5 km, do pomnika Priessnitza w parku jesenickim ok. 1 km, a do uzdrowiska Gräfenberg 4 km.

W drodze powrotnej z Krizovego Vrchu najpierw ostro pomkniemy w dół, potem mozolnie, acz dość łagodnie powspiamy się na Certove Kameny. Stamtąd już jak z bicza strzelił ku Rejvizovi.

Więcej tras w Jesionikach znajdziesz na opole.gazeta.pl
Więcej pomysłów na wycieczki na nartach biegowych znajdziesz w dziale TRASY NA BIEGÓWKI.

 

Skomentuj:
Jesioniki - piękne trasy na biegówki w Sudetach
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX