W ciągu jednego sezonu, stał się jednym z najlepszych biegaczy ulicznych w Polsce

Bieganie miało być jedynie dodatkiem do piłki nożnej. Teraz nie boi się marzyć o kwalifikacjach na Igrzyska Olimpijskie w maratonie. O tym chłopaku usłyszymy jeszcze nie raz!

Kamil Jastrzębski swoją przygodę z bieganiem zaczął zupełnie przypadkowo. Jego pierwszą fascynacją była piłka nożna, przez kilka lat trenował w lokalnym klubie w Kraśniku. W tym samym czasie często reprezentował swoją szkołę średnią w biegach przełajowych. Tam zauważył go pierwszy trener - Zbigniew Biały. Pod jego okiem trenował przez osiem lat.  

Kamil bardzo szybko złapał bakcyla. Bieganie pokochał za indywidualność, w piłce liczyła się gra zespołowa gdzie często było trudno zebrać pełny skład na mecz.

Kamil JastrzębskiKamil Jastrzębski Fot.: archiwum prywatne

Przez cztery lata trenował „na telefon”. Wszystkie treningi realizował sam, choć dostawał jasne wskazówki od Pana Zbyszka. Na początku biegał głównie na bieżni i w górach, gdzie odniósł wiele juniorskich sukcesów. Po dwóch latach współpracy z trenerem, w 2010 roku zadebiutował na ulicy. Na dystansie 10 km nabiegał 33 min. 40 sek. Na dzień dzisiejszy legitymuje się rekordem 30 min. 5 sek. - wynik uzyskał w maju, podczas tegorocznego 15. Biegu Ulicą Piotrkowską Rossman Run w Łodzi.

Po 3 latach studiów w Białej Podlaskiej przeprowadził się do Warszawy.

Planował wstąpić do wojska na zawodową służbę. Od września do grudnia 2016 roku odbył nawet służbę przygotowawczą, ale ostatecznie nie przeszedł badań lekarskich. Obecnie łączy pracę kelnera i codzienne treningi biegowe. Od stycznia 2017 roku trenuje pod okiem Huberta Duklanowskiego.

Kamila coraz częściej możemy spotkać w czołówce biegów masowych w całej Polsce. Na swoim koncie ma już kilka znaczących zwycięstw.

Ostatnie sukcesy:

  • 5. miejsce w Półmaratonie Praskim, 1:06:25 (2 września 2017)
  • 6. miejsce open i Pierwszy Polak na mecie Maratonu we Wrocławiu, 2:21:36 (10 września 2017)
  • 1. miejsce w Biegu na Piątkę, 14:29 (24 września 2017)
  • 1. miejsce w Biegnij Warszawo, 30:43 (1 października, 2017)


Agnieszka Kwiatkowska: Jak wyglądają Twoje treningi?
Kamil Jastrzębski:

Zależy w jakim okresie się znajdujemy. Od stycznia tyramy. Trudno powiedzieć, że to zabawa. Treningi są bardzo zróżnicowane, do biegania dochodzą np. ćwiczenia na brzuszki, grzbiety. Trenuje nad stabilizacją, sprawnością ogólną. To nie tylko bieganie.
Mam bardzo luźną relację z trenerem. O tym, co będę robił dowiaduje się w ostatniej chwili. Często spotykamy się na wspólne treningi. Dostaje sms-a z konkretnymi wytycznymi, albo po prostu informację gdzie się spotykamy, np. „Agrykola, 15:30”. To mi bardzo pasuje. Nie ma żadnego schematu, trening jest tak kombinowany, że zawsze jest coś innego. Nie myślę o treningu, nie analizuję. Staję, robię i wszyscy są zadowoleni.
Hubert jest bardzo pomocny podczas biegów progresywnych, te często biegamy razem. Obecnie szukam weekendowych startów, tak żeby się pościgać.

Twoja relacja trener - zawodnik jest wyjątkowa?

Hubert to mój przyjaciel. Pomaga mi też w życiu prywatnym. Zawsze mogę na niego liczyć. To trener, przyjaciel i psycholog w jednym.

Dostałeś kiedyś obskok?

Tak. Po jednym ze startów na City Trail`u. W dniu biegu byłem mocno zmęczony, treningi z całego tygodnia mocno się nałożyły. Już po 2 km biegu było mi bardzo ciężko. Nie byłem zadowolony z biegu, dobiegłem chyba jako 4 albo 5. Obraziłem się na wszystkich. Nie ukrywałem niezadowolenia. Wtedy Hubert postawił mnie do pionu. Powiedział, że sportem mam się cieszyć, że nie będę zawsze wygrywał. Podziałało.

Co motywuje Cię do biegania?

Mam z tego fun. Jestem bardziej kreatywny i otwarty na ludzi. Poza tym wiele osób pyta mnie o rady, a ja staram się ich udzielić. Daje mi to ogromną satysfakcję.
Kręci mnie prędkość, lubię biegać na asfalcie. Wolę realizować jednostki tempowe i biegać konkretne odcinki. Długie wybiegania mnie meczą.

Czy ciężko jest pogodzić prace z treningami?

Wręcz przeciwnie. Praca ułożyła mi dzień. Wszystko jest bardziej uporządkowane.

Kamil JastrzębskiKamil Jastrzębski Fot.: archiwum prywatne

Jak wspominasz swój tegoroczny debiut w maratonie we Wrocławiu?

Plan był taki, że miałem jechać towarzysko. Ewentualnie znaleźć sobie jakiś bieg w okolicy. Będąc w drodze do Wrocławia ze znajomymi, dostałem sms-a od trenera, że potrzebuje moich danych. Przesłałem, a w odpowiedzi dostałem wiadomość „ w niedziele biegniesz maraton” Na początku pomyślałem, że to żart. Hubert sam zgłosił mnie do biegu. Zapewnił, że spokojnie dam radę utrzymać tempo w granicach 3:25-3:20. To miał być sprawdzian. Zapytałem Dominikę (doświadczoną maratonkę) o żele, dopytywałem kiedy powinienem je zjeść. Doradziła mi te, które sprawdziły się u niej.
Nikt mi nie wierzył, że nie mam żadnej taktyki, ani oczekiwań. Nie obyło się jednak bez przeszkód. Do pewnego momentu było wszystko w porządku, ale żele dały o sobie znać, musiałem się zatrzymać w ustronnym miejscu. Potem trudno było mi się na nowo rozkręcić. Mimo nieprzewidzianego przystanku, dogoniłem chłopaków i udało mi się ukończyć maraton w czasie 2:21:36 i dobiec na metę jako pierwszy Polak. (całkiem nieźle, śmieje się Kamil). Spełniłem założenia trenera w 100%. Jestem zadowolony, tym bardziej, że o starcie dowiedziałem się dwa dni wcześniej.

Czy wygrana w Biegnij Warszawo była trudna?

To był ciężki bieg. Trasa jest przyjemna, ale nie wybrałbym jej jeśli miałbym biec na życiówkę. W tym roku mocno wiało na całej trasie, co było dla mnie zaskoczeniem. Miałem bawić się tym startem i pobiec w tempie 3:30/km. Michał (drugi zawodnik) cały czas siedział mi na plecach, wszyscy go dopingowali i to mnie jeszcze bardziej motywowało do biegu. Wygrałem, choć miałem chwile zwątpienia. Trudno było kontrolować międzyczasy, brakowało chorągiewek na trasie z oznaczeniami poszczególnych kilometrów.

Najbliższe plany?

Złamanie 30 minut na dystansie 10 km, powinno udać się w tym roku na Biegu Niepodległości. Potem planujemy odpocząć. Czas najwyższy, Hubert ma w stosunku do mnie wizję, a ja mu ufam. W przyszłym roku na pewno pobiegnę jakąś dychę i półmaraton - być może w Poznaniu. Tam jest szybka trasa i plusem jest też termin, na początku roku.

 

Coś ekstremalnego?

Tatrzański Bieg pod Górę, ok. 8,5 km, tyle jestem pewny. Pod koniec roku będziemy układać kalendarz na przyszły rok.
Dziele biegi na te w których biega się po coś– czyli zdobywam wiedzę na jakim etapie jestem, zbieram doświadczenie i o coś czyli można powalczyć o podium i konkretny czas.

Czujesz presję, jesteś coraz częściej w czołówce biegów masowych?

 

Staram się od tego odciąć. Robię swoje. Ciężko pracuję i cieszę się z tego co jest.

Jakie masz plany na przyszłość?

Maraton, treningi są układane pod ten dystans. Na pewno pobiegnę maraton w 2020 roku bo to jest okres Igrzysk Olimpijskich. Na pewno podejmę próbę zdobycia kwalifikacji.