Maratończyk, który ważył prawie 100 kg. Schudł, dzięki bieganiu i treningom z Ewą Chodakowską

Tomasz Bomba swoją przygodę z bieganiem zaczął w 2013 roku. Ze sportem związany był od zawsze, ale jego wygląd zmienił się od tego czasu diametralnie. To jednak nie tylko zasługa biegania. Jeśli brakuje Wam motywacji, na pewno znajdziecie ją tutaj.

Mimo tego, że Tomasz aktywny był od zawsze, to jego początki biegania nie należały do łatwych. Zaczął od marszobiegów i z trudnością pokonywał dystans 5 km. Swoje pierwsze 10 km na zawodach przebiegł w 45 minut, a maraton w 3:58. Przez pięć lat swojej przygody z bieganiem schudł ponad 14 kg, a wynik na dystansie 10 km poprawił aż o 10 min. Obecnie, jak na amatora, biega na bardzo wysokim poziomie.

Dużą uwagę skupia na treningach uzupełniających i nie ukrywa, że lubi ćwiczyć wg wskazówek Ewy Chodakowskiej.

Rekordy życiowe Tomka:

5km - 17:11
10km - 35:06
Półmaraton - 1:19:26
Maraton - 2:58:28

 

Agnieszka Kwiatkowska: Od kiedy trwa Twoja przygoda z bieganiem?

Tomasz Bomba:

Zawsze mówię, że moja przygoda z bieganiem zaczęła się na początku 2013 roku, styczeń – luty, ale tak naprawdę pierwsze kroki biegowe stawiałem już na bieżni mechanicznej. W styczniu zacząłem nieśmiało wychodzić na zewnątrz i wcale nie sprawiało mi to radości. Było zimno, a śnieg nie ułatwiał mi moich początków. Wcale mi się wtedy dobrze nie biegało, a ja z trudem dawałem radę przebiec 5-6 km i zatrzymywałem się przy tym dobre 5 razy (śmiech).

 Co było przed bieganiem?

Nie ukrywam, że sport towarzyszył mi od zawsze. Jako gimnazjalista chodziłem przez dłuższy czas na akrobatykę i bardzo mi się to podobało. Nawet poza zajęciami w szkole trenowałem z kolegami na osiedlu i skakaliśmy gdzie tylko się dało :) Nieco później zacząłem trenować na siłowni i nie ukrywam, że świetnie się w tym spełniałem. Przy wzroście 186 cm ważyłem  67 kg i wyglądałem jak prawdziwy „maratończyk”, chociaż jeszcze wtedy absolutnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, że kiedyś go przebiegnę :) Na treningach siłowych szybko zacząłem przybierać na masie i ciągle chciałem ważyć więcej i być coraz silniejszym :) I tak po 6-7 latach treningów z wagi 67 kg udało się zrobić 94 kg :) Myślę, że to trochę zasługa mojego trenera. W tamtych czasach spowodowała, że zacząłem też biegać, bo i on  biegał, a mi się to bardzo spodobało. W końcu zostawiłem siłownie i wziąłem się za bieganie. Na początku trochę przykro mi było tracić masę, na którą wcześniej tak ciężko pracowałem, ale czułem, że spełniam się w tym co robię i przynosiło mi to ogromną satysfakcje.

Tomasz BombaTomasz Bomba fot.: archiwum prywatne

 Co dla Ciebie jest największą motywacją do treningów?

Myślę, że moją największą motywacją do treningów jestem ja sam i możliwość pokonywania własnych  granic. Nigdy nie miałem żadnego idola i nadal nie mam, nie mówiłem, że ostro trenuję bo chcę być jak Pan XYZ . To ja wyznaczam sobie cele i staram się do nich dążyć, nikt nie musi mi tłumaczyć, że muszę dać z siebie 100% żeby dojść do kolejnych granic, bo po prostu to wiem :) Moim wsparciem są wszyscy Ci, którzy są przy mnie, dopingują, gratulują po udanych startach i poklepią po plecach kiedy coś pójdzie nie tak, a motywacją jest to czego nie udało się jeszcze osiągnąć :)

 Kto odpowiada za Twój plan treningowy, czy masz trenera?

Tutaj mógłbym odpowiedzieć jednym słowem – sam :) Nigdy nie miałem trenera jeżeli chodzi o bieganie, parę razy od kogoś dostawałem cenne wskazówki dotyczące treningów, ale nikt nigdy nie mówił mi jak i kiedy mam biegać :) Wychodzę wtedy kiedy mam czas i robię na treningu to na co mam ochotę, a jeżeli wiem, że chce poprawiać własne wyniki to muszę ciężko trenować. Zawsze uda się znaleźć w internecie i książkach wartościowe treningi, ja wybieram z tego to co uważam za słuszne i czego w danej chwili potrzebuje i tak staram się biegać

Ostatnio pochwaliłeś się swoją metamorfozą sprzed 5 lat, wyglądasz zupełnie inaczej. Czy to zasługa tylko biegania?

Absolutnie nie tylko biegania, ale z pewnością w dużej części. Cały rok dojeżdżam do pracy rowerem, bez względu na deszcz czy śnieg :) Wychodzi 14 km dziennie, 70 km w tygodniu, 3500 km rocznie! Do tego sporo wycieczek rowerowych i załatwianie spraw na rowerze po Warszawie. Nienawidzę stać w korkach samochodem, a karty miejskiej nie kupiłem od liceum, więc wszystko co mogę, załatwiam na rowerze. Myślę, że dużo wychodzi tych kilometrów rocznie :) Do tego dochodzą regularne treningi w domu. Moje ulubione to te z Ewą Chodakowską :D Staram się dużo rozciągać i rolować.

Naprawdę ćwiczysz z Ewą Chodakowską? Facet ćwiczący na macie z Ewą, może trochę dziwić, nie sądzisz?

Naprawdę ćwiczę z Ewą! (śmiech) Bardzo lubię te treningi i kompletnie się tego nie wstydzę! Ba! Ja się tym wręcz chwalę bo przecież nigdy tego nie ukrywam i otwarcie pisze o tym na instagramie! Już wielu znajomych namówiłem żeby spróbowali i nikt mi nigdy nie narzekał :D Ewka to super babka i nieźle mnie pogania podczas tych treningów na macie. Zawsze mówię, że to bardzo dobre jednostki uzupełniające dla osób, które biegają. Tam sporo pracuje się na nogach i mocno ćwiczy brzuch, reszta partii jest rozwijana tak, żeby dobrze rozruszać mięśnie, a nie je rozbudowywać, więc moim zdaniem idealnie dla biegacza :)

Jakie masz plany na nowy sezon?

W mijającym 2017 roku zrozumiałem, że maratony nie są dla mnie. Przebiegłem ich do tej pory 6 i uważam, że nie osiągnąłem tutaj nic. Czas 2:58 jaki udało mi się uzyskać podczas ostatniego startu absolutnie mnie nie zmotywował, a ja zrozumiałem, że jeszcze muszę trochę pobiegać żeby wrócić na długie dystanse. Mimo, że teraz ważę 77 kg to i tak uważam, że to za dużo na dobrego maratończyka, a mi naprawdę trudno o niższą wagę w sezonie. Nadchodzący rok postaram się w pełni poświecić na starty w biegach na 10 km. Uważam, że na tym polu czuje się najlepiej i mam najwięcej do pokazania. Takim głównym celem będzie złamanie 35 min na dystansie 10 km i jeżeli uda się to zrobić będę naprawdę bardzo zadowolony.

Postanowienia noworoczne? Zakładasz w ogóle takie?

Mijający rok był super :) Wszystko układało się bardzo dobrze, zarówno w życiu prywatnym jak i sportowym, więc nie ma co sobie narzucać jakiś postanowień :) Niech zostanie tak jak było, a ja będę bardzo szczęśliwy. No dobra... może sobie postanowię żeby jeść trochę mniej słodyczy

Największe biegowe marzenie, to..?

Czemu takie trudne pytania na koniec?! Kurde... nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze powtarzam, że jestem realistą i nie lubię wyobrażać sobie rzeczy, które wiem, że i tak się nie udadzą! Wiec zostanę przy czymś przyziemnym i powiem tak! Największe biegowe marzenie na tę chwile to złamanie kiedyś w przyszłości 33 min na 10 km :)  

Chcesz podzielić się swoją historią?
Napisz do Nas na adres: polskabiega@agora.pl :)