Po maratonie w Barcelonie, czyli zagraniczne vs. polskie biegi. "Czas wyjść na ulice!" [FELIETON]

Może potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby takie obrazki, jakie widziałem w Barcelonie, taka kultura kibicowania, jaka jest też w Niemczech, Czechach, dotarła w końcu do nas? Przecież to właśnie kibice tworzą atmosferę na zawodach. Są też najlepszą reklamą samej imprezy i miasta, które jest gospodarzem - pisze Damian Bąbol z redakcji PolskaBiega.pl

Od maratonu w Barcelonie minęło już sporo czasu, a ja wciąż nie mogę zapomnieć o tej genialnej przygodzie, którą przeżyłem razem z Marcinem Dulnikiem (DulnikBiega.pl) i Olą Mądzik (PoranaMajora.pl).

Zdarza się, że w snach powracają jeszcze cudowne momenty z mojego biegu życia.

I nie chodzi tylko o to, że zrealizowałem cel (czas na mecie: 3 godziny, 30 minut i 45 sekund), że na tyle ile mogłem, solidnie przepracowałem zimę. Oczywiście to wszystko ma znaczenie i jeszcze bardziej osładza mój sukces. Tyle tylko, że nawet, gdybym nie osiągnął tej wymarzonej „życiówki”, prawdopodobnie nadal ogłaszałbym światu, że w Barcelonie przeżyłem najwspanialszą biegową przygodę. Wszystko z jednego powodu...

Wyjątkowi kibice

Oczywiście to subiektywna opinia. Biegacze, którzy uczestniczyli w maratonie w Nowym Jorku (kolejne moje wielkie marzenie!) lub Berlinie pewnie mają nieco inne zdanie.

Na starcie w Barcelonie, który był zlokalizowany na Placu Hiszpańskim stawiło się ponad 20 tys. maratończyków! Prawda jest taka, że przed każdym biegiem czuję lekkie podekscytowanie (nawet jak startuję w parkrunie na 5 km), ale takich emocji, jak pół godziny przed rozpoczęciem tego biegu, nie przeżywałem nigdy wcześniej. Kumulacja przechodzących dreszczy, „gęsiej skórki” na całym ciele nastąpiła, kiedy z głośników popłynął genialny utwór „Barcelona” w wykonaniu Freddie Mercury'ego i katalońskiej śpiewaczki operowej Montserrat Caballe. Nogi się ugięły, oczy zaszkliły, serce mocniej zabiło. „Naprawdę tu jesteś, chciałeś tu być, pracowałeś na to, zrobisz to „Bombi!” - powtarzałem sobie w myślach.

Damian Bąbol na mecie maratonu w BarcelonieDamian Bąbol na mecie maratonu w Barcelonie Radość na mecie maratonu w Barcelonie

„Venga, Venga Damian”, „Vaaaaamos!”

Dopingujące okrzyki do tej pory dudnią mi w uszach. Żywiołowi kibice uskrzydlali mnie niemal przez całą trasę. Czytali na głos moje imię z numeru startowego, a ja momentalnie dawałem z siebie jeszcze więcej. Podczas niektórych wąskich odcinków czułem się, jak uczestnik Tour de France na górskim etapie, który przedziera się przez zatłoczoną kibicami trasę.

Wspierali nas fani z całego świata: Brazylijczycy, Japończycy, Amerykanie, Polacy, Hiszpanie i dumni Katalończycy, którzy z balkonów pozdrawiali biegaczy, powiewając złoto-czerwonymi flagami swojego regionu.

Takiej dawki pozytywnej energii nie przeżyłem na żadnym innym biegu.

Gdzie są polscy kibice?

Kilkanaście minut po przekroczeniu mety, wyczerpany, ale szczęśliwy leżałem na trawie, wpatrując się na przepiękny budynek Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej. Jeszcze nie zdążyłem uspokoić myśli po zakończonym właśnie maratonie, a już w głowie zaczęły się rodzić pomysły na kolejne starty: Nowy Jork, Rzym, Berlin, Tokio, może Lizbona... Biegowe życie jest kapitalne - myślałem sobie. 

Później, kiedy zajrzałem do kalendarza imprez, zrozumiałem, że w ogóle nie wziąłem pod uwagę żadnego maratonu w Polsce. Oczywiście nie dlatego, że biegi na 42,195 km są na słabszym poziomie organizacyjnym. Wręcz przeciwnie. Pod względem oprawy, całej otoczki, już dawno dołączyły do europejskiej, o ile nie światowej czołówki.

Problemem nadal są kibice, a raczej ich brak na trasach. Czasami można biec przez 15 km, słyszeć jedynie głośne oddechy i rytmiczne tupanie współzawodników. Nie mam jednak o to pretensji do organizatorów, którzy przed każdą kolejną edycją głowią się na różne sposoby, żeby przyciągać ludzi na trasy i zachęcać do wspierania biegaczy.

Przykłady? Kwietniowy maraton w Łodzi będzie najgłośniejszy w Polsce. Na trasie zawodnicy będą mijać 50 punktów kibicowania z udziałem różnych kapel. Rolę dyrektora artystycznego przejął Piotr Rogucki, lider zespołu Coma. Trzymam kciuki, żeby pomysł wypalił. W Poznaniu szefowie maratonu wysyłają listy do kibiców z informacją o utrudnieniach na drogach i zaproszeniem do kibicowania maratończykom na trasie. Do tego zawsze w miasteczkach biegowych na gości czekają bezpłatne atrakcje dla całych rodzin.

Czas wyjść na ulice!

Może potrzeba jeszcze trochę czasu, żeby takie obrazki, jakie widziałem w Barcelonie, taka kultura kibicowania, jaka jest też w Niemczech, Czechach, dotarła w końcu do nas? Przecież to właśnie kibice tworzą atmosferę na zawodach. Są też najlepszą reklamą samej imprezy i miasta, które jest gospodarzem.

Mam taką propozycję. Zacznijmy coś zmieniać w tym temacie od teraz, już od tej wiosny. Przed nami maratony w Łodzi, Warszawie (oba 23 kwietnia), Krakowie (30 kwietnia). Nawołuję do wyjścia na ulice! Wykorzystajmy te okazje i pokażmy naszym oraz zagranicznym biegaczom, że też potrafimy świetnie wspierać maratończyków i robić kibicowskie show na trasie. Zapewniam Was, że frajda jest wyjątkowa. Odwzajemniony uśmiech, przybicie „piątki” lub motywujący okrzyk dla walczącego, obolałego biegacza, który najbardziej potrzebuje podniesienia na duchu - jest bezcenne.

Barbara Kurdej-Szatan w "Wysportowanych": Wymarzony facet? Musi biegać i nie może być drętwy! [WIDEO]