Gdzie biegają Polacy czyli Olympus Marathon 2017 [blog]

To prawda - biegamy dla pięknych widoków, wzruszeń na trasie i wspomnień powracających w długie, zimowe wieczory. Ale nie tylko. Lubimy się ścigać, mamy ambicje sportowe, a Olympus Marathon to świetna okazja do ich sprawdzenia.

Spośród naszej biegającej piątki w maratonie wystartowały cztery osoby.

Tomek, najbardziej doświadczony z naszej grupki, biegający z sukcesami, od 12 lat. W tym roku wygrał Trójmiejski Ultra-Trail, był drugi w Chojnik Maraton i trzeci na Beskidzkiej 160 na Raty.

Łukasz, brat Tomka - to wschodząca gwiazda biegów górskich w Polsce. Biega krótsze dystanse, ale z każdym startem lepiej. W tym roku wygrał wszystkie trzy edycje Monte Kazury - bardzo krótkiego, ale piekielnie trudnego biegu na warszawskim Ursynowie.

Robert, człowiek z gór. Mieszka w Beskidach, na treningi górskie wybiega z domu. W tym roku wygrał Ultramaraton 3xBabia Góra, w zeszłym pierwszą edycję Ultrajanosika.

Paweł, zupełnie nieprzewidywalny zawodnik. Gdy jest w pełni sił, bez żadnej kontuzji, biega naprawdę szybko. W zeszłym roku był drugim Polakiem na CCC, rozgrywanym w ramach najsłynniejszej imprezy biegów górskich na świecie, UTMB (Ultra Trail du Mont Blanc).

Nasze Wielkie Greckie BieganieNasze Wielkie Greckie Bieganie [fot. Grzegorz Timofiejuk]

 

Olympus Maraton - zawody niezwykłe

Olympus Marathon to zawody na bardzo wysokim poziomie sportowym. Zwycięzca zeszłorocznej edycji zdobył 882 pkt ITRA, ale zawodnik z 40 pozycji może ciągle liczyć na 670 punktów. Dla wyjaśnienia: zwycięzcy niektórych biegów w Polsce nie dostają tyle punktów.

W tym roku w zawodach wzięło udział 890 osób. Start jest praktycznie na poziomie morza, w miejscowości Dion, skąd zawodnicy wbiegają na jeden z mniejszych wierzchołków Olimpu, na wysokość 2800 m. Przewyższenie zupełnie niewyobrażalne, nieosiągalne w Polsce na takim odcinku (22 km), ani na większości biegów w Alpach. Dalej jest równie karkołomny, 9-kilometrowy zbieg, w swojej najbardziej ekstremalnej postaci, do miejscowości Prionia, 1900 metrów w dół. Z Prionii zostaje już tylko 12 kilometrów i 900 przewyższeń biegu pięknym Wąwozem Enipea. Ścieżka w wielu miejscach wznosi się jeszcze do góry, by po chwili powrócić w dół, na samo dno wąwozu i przekroczyć rzekę po jednym z siedmiu drewnianych mostków.

 

Start zaplanowano na godzinę 6.00

W Grecji jest to kilka chwil  po wschodzie słońca. I jeszcze nie jest tak bardzo gorąco.

By wyobrazić sobie szalone tempo, w jakim odbywają się te zawody, warto spojrzeć wyniki ogólne. Zwycięzca, Hiszpan Artiz Egea miał czas 4:24:26. Drugi na mecie, Jassed Gispert Hernandez 4:43:12, a trzeci Kirił Nikołov z Bułgarii 4:44:32. Na tym tle nasze czasy wyglądają całkiem zacnie: Łukasz 5:57:15, Robert 5:59:21, Tomek 6:08:44 i Paweł 8:43:15. Warto dodać, że limit czasu wynosi 10 godzin, a zmieściło sieę w nim 562 zawodników, i prawie 200 z nich przybiegło w ostatniej godzinie zawodów.

Łukasz Baranow na mecie Olympus MarathonŁukasz Baranow na mecie Olympus Marathon [fot. Grzegorz Timofiejuk]

Jak powiedział Łukasz na mecie – Te zawody to prawdziwe piekło. – Miał na myśli zarówno temperaturę jak i trudność trasy.

Teraz leczymy rany, robimy ostatnie mocniejsze treningi (tylko nieliczni) i przygotowujemy się do Olympus Mythical Trail. Już za kilka dni. Góra ta sama, ale zawody mają całkiem innych charakter i inne tempo. Będzie to raczej podziwianie piękna natury niż wyścigi. No i o wiele bardziej kameralna impreza. Nie możemy się doczekać.

Jak podsumowali bieg nasi zawodnicy:

– Było dobrze, aż zdechło. Ale ogólnie super. Już od poprzedniego roku kocham to miejsce – powiedział Tomek.

– Zabił mnie zbieg. To nie był jednak czerwony dywan. Spodziewałem sìe po cichu 5:36, ale z czasu ponizej 6 h też jestem bardzo zadowolony. Fantastyczni byli kibice, bez nich nie dałbym rady – dodał Łukasz.

– Jestem nieco zaskoczony moim wynikiem, nie myślałem że zmieszczę się poniżej 6 godzin. Nigdy nie nastawiam się na określony czas, staram się robić swoje. Dla mnie to bardzo ciekawa alternatywa dla biegów w Polsce, bo u nas nie ma tak długich podbiegów – podsumował Robert.

– Dobiegłem! Nogi bolały, ale dobiegłem. Spodziewałem się czasu około 8 godzine, ale nie dało rady w mojej obecnej formie. W tym biegu podoba mi się najbardziej, że jest bardzo trudny – zakończył Paweł.

Wszyscy chcą wrócić w przyszłym roku.

Więcej o biegu na Olimp na blogu Grzegorza Nasze Wielkie Greckie Bieganie.