Czterej bohaterowie Biegu 7 Dolin

Andrzej Klemba / Festiwal Biegowy
10.08.2017 16:11
Bieg 7 Dolin

Bieg 7 Dolin ([fot. Krzysztof Zaniewski - Chrisactive / Festiwal Biegowy])

Jeden otarł się o zwycięstwo, drugi wygrał i biega co roku, bo mieszka tuż przy trasie, a trzeci z czwartym wciąż liczą, że podczas Biegu 7 Dolin na 100 km na Festiwalu Biegowego w Krynicy w końcu uda im się spokojnie napić piwa.

Bieg 7 Dolin na 100 km. Od tego wszystko się zaczęło w polskich biegach ultra. To były pierwsze zawody o takiej długości, na których trasa była oznakowana, a organizator zapewnili m.in. punkty żywieniowe, pomoc wolontariuszy i spore nagrody.

Ten królewski dystans zapoczątkował Festiwal Biegowy w Krynicy w 2010 roku. To jeden z bardziej wymagających biegów górskich w kraju (jest eliminacją do Ultra Trail du Mont Blanc). Bieg 7 Dolin na 100 km powinien mieć w życiorysie każdy szanujący się biegacz ultra. To Mekka polskich biegów ultra. Trasę w Beskidzie Sądeckim cechują wymagające podbiegi (w sumie przewyższenie sięga 4500 m) i techniczne zbiegi.

Adam Długosz, Kazimierz Chłopek, Marcin Więcek i Paweł Jachym wystartowali we wszystkich edycjach tego biegu. Bohaterowie Siedmiu Dolin. To grono można by pewnie zawęzić do trójki. Długosz bowiem dwa razy zszedł z trasy – przegrał z kontuzją. To jednak zwycięzca pierwszej edycji w 2010 roku. A do tego można go nazwać gospodarzem B7D.

Adam DługoszAdam Długosz [fot. Festiwal Biegowy]

– Mieszkam tuż przy trasie i bardzo często na niej trenuje. Do tego zawsze chciałem się sprawdzić w ultra maratonie, więc to była doskonała okazja – wspomina pierwszy start. – Bieg na miejscu, nigdzie nie musiałem dojeżdżać, by wystartować, a trasa doskonale mi znana. To wszystko zadecydowało o tym, że wystartowałem w pierwszej edycji B7D.

Większość startujących w debiucie imprezy, wywodziła się z zawodników do tej pory biorących udział w marszach na orientację. – Zanim pojawił się Bieg 7 Dolin, biegałem właśnie z mapką i kompasem w poszukiwaniu punktów, które trzeba było zaliczyć. Chciałem wystartować w biegu, w którym liczy się  głównie wytrzymałość i kondycja – mówi Więcek. – I to był w końcu prawdziwy bieg sportowy, w którym można było polecieć „na lekko”. Do tej pory, kiedy startowaliśmy na orientację, musieliśmy mieć ze sobą wszystko – jedzenie, napoje, ubrania. Plecak trochę więc ważył. Tempo takiego biegania jest dużo szybsze niż właściwie marszobieg na orientację.

Start w 2010 roku był dla zawodników męką, ale Długoszowi wszystko osłodziło zwycięstwo. – To był bardzo mały kameralny bieg. Na starcie o godz. 3 stawiła się garstka około 60 śmiałków, było przeraźliwe zimno - około 7 st. Celsjusza i ulewa, która zamieniła szlaki w rwące potoki. Pamiętam dreszcz emocji jaki mi towarzyszył. Wyglądaliśmy jak kosmici w pelerynach, czapkach i rękawiczkach, usmarowani błotem od stóp do głów – opowiada Długosz.

Od 2010 roku trasa poza małymi korektami właściwie się nie zmieniła. Do 100 km dokładano za to kolejne dystanse – 64 km, 34 km i 17 km. – Nie jest można tak trudna technicznie jak np. Biegu Granią Tatr, ale jest bardzo wymagająca pod względem wydolnościowym. Są dosyć duże nachylenia na niektórych podbiegach. Dla mnie najgorsza część trasy to wyciąg pod Wierchomlą. Najprzyjemniejsza to odcinek do Rytra, kiedy startujemy o godz. 3 nad ranem i wkrótce wschodzi słońce. Magiczne chwile – wspomina Więcek. – Z kolei pod Wierchomlą jesteśmy około południa. Wtedy nie dość, że do pokonania jest bardzo stromy podbieg, to słońce potrafi dać się we znaki i odebrać sporo sił – przyznaje Więcek.

Maciej WięcekMaciej Więcek [fot. Piotr Dymus / Festiwal Biegowy]

Gdy uda się dotrzeć do mety, jest euforia. Ewentualna złość i zarzekanie się, że już nigdy więcej nie stanie na starcie B7D po kilku dniach wygasa, a charakter i zadziorność sprawiają, że wracają na start. Nieraz jednak zdarzyły się im na trasie kryzysy. Długosz z powodu kontuzji dwa raz zszedł z trasy. – To najgorsze wspomnienia. Wielki zawód, że wykonałem dobrą pracę, a tu nagle narastający ból i brak możliwości kontynuowania biegu – żałuje Długosz.

Jachym też był już bardzo blisko zejścia z trasy i powrotu na metę na quadzie organizatora. – Kiedyś po wyjściu z Rytra czułem, że jest źle i będzie tylko gorzej. Około 40 km dostałem sms od kolegi, że „maraton mam za sobą i teraz już będzie z górki”. Nie wiedział, że ja właśnie znalazłem sobie łączkę, oglądałem okolicę i już sobie wyobrażam co powiem znajomych jak mnie zwiozą na metę – zdradza Jachym. – Wydawało mi się, że do Piwnicznej mam się dostać do godziny 12, co było wtedy dla mnie absolutnie nieosiągalne. I tak rozmyślając jak to będzie fajnie przejechać się quadem, oświeciło mnie, że to był limit 12-tu godzin na dotarcie, a nie do godz. 12:00. Dostałem trzy godziny ekstra i ostatecznie jazda quadem musiała zostać przełożona na kiedy indziej.

Bieg 7 DolinBieg 7 Dolin [fot. Piotr Dymus / Festiwal Biegowy]

Więcek w 2011 roku był drugi, choć… - Na samym początku biegu, miałem duże problemy żołądkowe. Musiałem się zatrzymać na nieplanowany postój w krzakach. Myślałem, że nie ukończę biegu, ale organizm się dostosował i udało się przegonić prawie wszystkich rywali – wspomina. – Nauczyło mnie to, że początek tak długiego biegu nie określa tego, co będzie później na trasie. To jest tak wielogodzinna historia, że wiele może się wydarzyć.

Meta na krynickim deptaku w Krynicy wszystkim wszystko wynagradza. – Zawsze się cieszę, że dobiegam. Udział w Festiwalu dopinguje mnie, by jeszcze o coś w tym moim bieganiu powalczyć. Zazwyczaj mnie mobilizuje i stawia na nogi. Euforię zaczynam odczuwać, gdy słychać już bębny, muzykę i spikera. Ze zbieganiem radzę sobie lepiej niż podbiegami, więc wtedy jak słyszę tętniącą życiem Krynicę dodaje mi to skrzydeł. No i prosta na deptaku, kiedy kibice wyciągają ręce i przybijamy z nimi „piątki” – dodaje Więcek.

– Bieg się rozrósł i to w sumie dobrze, bo impreza zaczęła być robiona z coraz większym rozmachem i coraz profesjonalniej. Bardzo mi się podoba, że wszyscy, niezależnie od długości pokonanego dystansu, finiszują na deptaku w Krynicy. To duże przeżycie  – zaznacza Jachym.

Paweł JachymPaweł Jachym [fot. Festiwal Biegowy]

Wiele wskazuje, że w 2017 roku na starcie stanie tylko trzech z czwórki bohaterów. Długosz walczy z czasem, by wyleczyć kontuzję. Pozostali nadal mają coś do udowodnienia 100-km trasie i już się zapisali. - Na pewno biegnę do dziesiątej edycji. Zaplanowaliśmy z Kazkiem Chłopkiem, że wreszcie pobiegniemy na tyle dobrze, byśmy mogli napić się piwa w sklepie w Wierchomli. Zawsze o tym mówimy, ale nigdy nie udało się nam tego planu zrealizować. Do 2019 roku musi się udać – zapewnia Jachym.

- Do kiedy będę startował – zastanawia się Więcek. - Dopóki będę mógł i dopóki będzie trwał Festiwal Biegowy. Można na mnie liczyć w przyszłych latach.

Festiwal w Krynicy to najwszechstronniejsza i jedna z największych imprez biegowych w Polsce. Każdy znajdzie tu bieg dla siebie. W 2017 roku obejmuje ponad 30 konkurencji na dystansach od 300 metrów do 100 kilometrów, a łączna długość tras przekracza 300 kilometrów.

Bieg 7 DolinBieg 7 Dolin [fot. Piotr Dymus / Festiwal Biegowy]

Program festiwalu i opis tras znajdziecie na stronie organizatora.

Na na biegi można się zarejestrować tutaj.

Bieg 7 DolinBieg 7 Dolin [fot. Krzysztof Zaniewski - Chrisactive / Festiwal Biegowy]

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX