Kiedyś poselskie kolacyjki, alkohol, brak ruchu i spora nadwaga. Dziś? Ekstremalny ultramaratończyk! Ależ zmiana! [WYWIAD]

Damian Bąbol
Od politycznego grubaska do szczupłego biegacza na dystansach ultra i niemalże weganina - o swojej spektakularnej przemianie opowiada Adam Hofman, był poseł PiS.

Damian Bąbol: To naprawdę pan? Ależ metamorfoza...

Adam Hofman: - Jesień 2013 r. Jestem rzecznikiem Prawa i Sprawiedliwości. Przed snem wchodzę na wagę. Szok. Pierwszy raz 100 kg. Powiedziałem sobie: „Dosyć tego, czas ruszyć tyłek”. Kiepsko już się z tym czułem. Nadwaga, złe samopoczucie. Potrzebowałem jakiejś zmiany, powrotu do aktywnego trybu życia. Przecież ja od dziecka uprawiałem sport.

?

- Wiem, trudno w to uwierzyć. „Że niby ten pulchny Adam Hofman z PiS uprawiał kiedyś jakiś sport?” – sporo osób może tak pomyśleć. Ale tak, od małego byłem bardzo aktywny. Od piątego roku życia uprawiałem różne dyscypliny, zaczynałem od gimnastyki sportowej. Kiedy skończyłem dziesięć lat przerzuciłem się na koszykówkę. Grałem nawet w drugiej lidze, czyli dzisiejszej pierwszej. Pod koniec studiów odpuściłem. Poszedłem w politykę, całkowicie zmienił się mój tryb życia. Żywieniowy dramat. Kolacyjki, alkohol, duża nieregularność. Pod tym względem bardzo niehigieniczne życie.

A teraz? Ile kg pojawia się na wadze?

- 73 kg.

Adam Hofman na ostatnich metrach półmaratonu w BiałymstokuAdam Hofman na ostatnich metrach półmaratonu w Białymstoku Adam Hofman na ostatnich metrach półmaratonu w Białymstoku

Nieźle... Jak to się zaczęło?

- Na początku myślałem, że zrzucanie zbędnych kg przyjdzie mi łatwiej. Zacząłem od tenisa i piłki nożnej, ale rekreacyjnie, tak raz, dwa razy w tygodniu. Zero efektów. No to wziąłem się za to bieganie. Mam być szczery? Nienawidziłem tego. Pamiętam, że samo bieganie bez piłki, rywalizacji, już na lekcjach wf  to była katorga. Trauma z dzieciństwa powróciła. Wyszedłem do pobliskiego parku, przebiegłem 800 metrów i myślałem, że zejdę z tego świata. Serce waliło jak oszalałe, nie mogłem złapać oddechu. Oparłem się o ławkę, złapałem za głowę i zacząłem wmawiać sobie, że to bez sensu. Ale zawziąłem się. Minął miesiąc, regularnie biegałem i stopniowo wydłużałem dystans. W końcu bez zatrzymania przebiegłem 3 km. To było świetne uczucie. Początki są naprawdę wspaniałe.

Po jakimś czasie poseł Bolesław Piecha zaprosił mnie do gry w charytatywnym meczu piłki nożnej. Trzy minuty na boisku i trzeba było robić zmianę. Zerwałem więzadło boczne w kolanie. Operacja, później mozolna rehabilitacja. Pół roku w plecy. Po dłuższej przerwie znów wróciłem do truchtania. No i jakoś krótko po tym wydarzyło się to, co się wydarzało w polityce.

Madryt.

- Polityka mnie wypluła. Z dnia na dzień przestałem być rzecznikiem partii. To był koniec tego, co znałem przez całe dorosłe życie, czyli pobudki o 6, a od 7.30 zasuwania na pełnych obrotach. Skończyło się też z porannymi przeglądami prasy, ustaleniami nowych zadań i całodniowej adrenaliny. Nagle tego zabrakło. Dziennikarze przestali dzwonić, praktycznie żadnych obowiązków służbowych. Musiałem jakoś wypełnić tę pustkę. Miałem dwa wyjścia: mogłem się użalać nad sobą i wieczory spędzać z butelką whisky, albo odnaleźć nową pasję. Umysłowo i emocjonalnie potrzebowałem narzucenia rygoru, pewnej kary nawet. Więc oddałem się temu bieganiu. Znów zacząłem wcześnie wstawać. Zakładałem buty i wychodziłem biegać. Wkręcałem się w ten sport coraz bardziej. Czytałem o bieganiu, o nowych metodach treningowych. Postępy szybko przychodziły.

ODCHUDZANIE PRZEZ BIEGANIE. POZNAJCIE 5 OSÓB, KTÓRE POZBYŁY SIĘ ZBĘDNYCH KILOGRAMÓW

Pierwszy bieg masowy?

- Debiut zaliczyłem po czterech miesiącach treningu. Zamiast długiego wybiegania uznałem, że wystartuję w wiosennym Półmaratonie Warszawskim. Myślałem, że na luzie przebiegnę te 21 km i mi wystarczy, ale gdzie tam. Tak się spodobało, że przebiegłem jeszcze pięć „połówek”.  Wykręciłem 1 godzinę i 40 minut. Byłem w coraz lepszej formie. Biegałem prawie codziennie. Trenowałem wtedy z aplikacjami jak Endomondo czy Nike Running.

Skąd pomysł na bieganie ultramaratonów w górach?

- Zadzwonił do mnie kolega i mówi: „Słuchaj, jak tak się wkręciłeś, to wpadnij do nas na imprezę „3 razy Śnieżka”. Dystans 56 km”. Po krótkim namyśle wypaliłem: „Dobra, wchodzę w to!”. Nie miałem zielonego pojęcia na co się porwałem. Pojechałem do sklepu, kupiłem jakieś buty do biegania w terenie. Wygodne, ale trzeba było je przecież przetestować. Zaparkowałem pod najbliższą górką - Kopcu Powstania Warszawskiego. Wbiegłem z trzy razy. Pomyślałem: „Łatwo nie jest, ale cholera, przecież jakoś dam radę na tej Śnieżce”. Nadszedł dzień startu. 34 stopnie Celsjusza. Od samego rana żar lał się z nieba. Umierałem na trasie. Po drugim kółku zostałem wycofany przez organizatorów. Nie zmieściłem się w limicie czasowym. Cudem doczłapałem do mety. Kiedy dochodziłem do siebie, obiecywałem sobie, że nigdy więcej nie zafunduje sobie takich tortur.

Było aż tak źle?

- Totalne zniszczenie. Psychicznie i fizycznie było ze mną bardzo źle. Bolał mnie każdy centymetr ciała. Byłem podłamany tym, że wiele osób swobodnie mijało mnie na trasie. Ale po dwóch godzinach, kiedy minął pierwszy ból, odpaliłem w samochodzie laptopa. Wstukałem w Google „biegi górskie kalendarz”. Zacząłem szukać kolejnej takiej imprezy. Chciałem wziąć rewanż i jeszcze raz przeżyć podobną przygodę.

Po co?

- Jeśli niektórzy mówią, że bieganie długodystansowe szybko wciąga, to bieganie po górach należy do tych twardych narkotyków. Momentalnie uzależnia. Zacząłem się rozglądać za trenerem i znalazłem świetnego fachowca. Od tamtej pory trenuję praktycznie codziennie. Regularnie pojawiam się też na siłowni, jeżdżę na rowerze.

Adam Hofman podczas treninguAdam Hofman podczas treningu Adam Hofman podczas treningu

Ile kilometrów przebiega pan w miesiącu?

- W szczycie sezonu, kiedy dużo trenuję i startuję co dwa, trzy tygodnie - wychodzi ponad 250-300 km.

Można przygotować się do biegów górskich mieszkając na stałe w Warszawie?

- Można, ale oczywiście trzeba też jeździć w góry. Podbiegi wykona się na warszawskiej Agrykoli, w Falenicy lub na Kopcu Powstania Warszawskiego, ale to nie wystarcza. Trzeba trenować technikę biegu w górzystym terenie, pracować głównie nad zbieganiem, co wbrew pozorom jest najtrudniejsze. Większość zawodników ma z tym problem. Ja na szczęście bardzo to lubię, wtedy nadrabiam i często wyprzedzam.

To gdzie tu trenować? W Tatrach, Bieszczadach?

- Z Warszawy najbliżej do Gór Świętokrzyskich. Zdarzało mi się, że wieczorem, w środku tygodnia, wsiadałem w auto i jechałem do Kielc. Spałem gdzieś tam na miejscu, a z samego rana robiłem mocny trening. Kilka razy wbiegałem na Łysicę (612 m n.p.m) plus mocny zbieg. To dość solidny trening. Później szybki prysznic i w drogę do Warszawy, do pracy.

Polecam Łysicę o poranku. Przepiękne widoki i niesamowity kontakt z naturą. W trakcie treningu zamiast do turystów czy mijających biegaczy, czasem macham sobie do dzików, które akurat gapią się na mnie.

I co się wtedy myśli podczas takich biegów górskich, albo zawodów na 100-150 km?

- Przede wszystkim podziwiam naturę. Zdarzyło mi się też, że wpadłem w jakiś rodzaj transu, medytacji. Każdy kto biegł dłużej niż 15-20 godzin w pięknym, górskim otoczeniu, doskonale wie o czym mówię. To są podróże do własnego wnętrza. W zeszłym roku podczas Lavaredo Ultra Trail na 120. km, wydawało mi się, że korzenie, drzewa i kamienie układają się w obrazy, które kojarzyłem z dzieciństwa lub z bajek syna. Umysł płatał figla, ale szybko się z tym oswoiłem. Konary upodabniały się do potworka z kreskówki, którą oglądam z synem. Fajne to było, biegło się nawet łatwiej. Zamiast myśleć o bólu, o obtartej skórze na stopie i chlupoczącej krwi w bucie, spoglądałem na drzewa i kamienie, które się do mnie uśmiechały. W głowie też wiele spraw można wtedy uporządkować. Jest takie fajne powiedzenie, że jak jakiegoś problemu nie rozwiąże się w trakcie biegu, to znaczy, że jest nie do rozwiązania i nie należy się nim przyjmować. Człowiek bardzo łagodnieje w trakcie tych długich treningów i biegów.

Adam Hofman podczas The North Face Lavaredo Ultra Trail na 120 km, rozgrywanego w sercu włoskich DolomitówAdam Hofman podczas The North Face Lavaredo Ultra Trail na 120 km, rozgrywanego w sercu włoskich Dolomitów Adam Hofman podczas The North Face Lavaredo Ultra Trail na 120 km, rozgrywanego w sercu włoskich Dolomitów

A co z dietą?

- Do minimum ograniczam mięso, ryby, jajka.

Rozmawiam z weganem?

- Czasami, raz w tygodniu, jem rybę. Tak mi doradził trener. Moja codzienna dieta jest oparta na warzywach i owocach i oczywiście węglowodanach.

Ciężko było się przestawić?

- Dla kogoś, kto całe życie uważał, że posiłek - nie dzień - ale posiłek bez mięsa jest bez sensu, to można to nazwać żywieniową rewolucją. Ci którzy mnie znają, pukają się w głowę i nie wierzą. Na początku było ciężko, ale szybko zmieniłem złe nawyki. Ja w ogóle mam taki charakter, że jak sobie coś postanowię, to dostosowuję dużo rzeczy do tego celu. Bieganie było celem, dieta środkiem do jego osiągnięcia.

Odstawienie mięsa pomogło?

-Tak, ale powiem jak do tego doszło. Pojechałem raz na obóz w Bieszczady z 20 biegaczami, takimi prawdziwymi żylastymi „ultrasami”. Połowa wegan, połowa mięsożerców. Podczas kolacji doszło do dyskusji, o tym jak się odżywiać. Ci pierwsi mówili, że weganizm jest lepszy, bo organizm szybciej się regeneruje i nie zakwasza mięśni, drudzy, że to fatalny wybór, bo odbija się na wynikach. Stwierdziłem, że jak tego nie przetestuję na sobie, to nigdy nie dowiem się czy dieta roślinna jest skuteczna. Na trzy tygodnie wyeliminowałem mięso z jadłospisu. Efekty? Natychmiastowe! Czułem się znacznie lepiej, lżej mi się biegało i zdecydowanie szybciej regenerowałem się po treningu. Przykład? Mogę przebiec ultramaraton, a w niedzielę wyjść na rower i czuję się dobrze. Jestem zadowolony z takiego odżywiania i stylu życia. Zacząłem też poznawać nowe smaki, produkty, których wcześniej nie znałem. Coś wspaniałego, wszystkim sportowcom polecam i zachęcam, żeby przynajmniej spróbować.

Sam pan przygotowuje posiłki?

- Tak, staram się nie jeść „na mieście”. Poza tym bardzo lubię gotować i nieskromnie mówiąc, jestem w tym dobry. Większość posiłków przygotowuję dzień wcześniej albo w weekend.

Wyobraża sobie pan powrót do niebiegowego stylu życia?

- Nie mieści mi się to w głowie. Właśnie zakończyłem dziesięciodniowy okres roztrenowania po zakończonym sezonie. Rozbrat z bieganiem nie był łatwy. Trochę zwolniłem, ale uświadomiłem sobie, że nie mogę już żyć bez ruchu.

Sportowe plany na 2017 rok?

- Transvulcania Ultramarathon na dystansie ponad 80 km w Las Palmas, Bieg Ultra Granią Tatr. Chcę się skupić głównie na zawodach od 50 do 80 km. Na koniec sezonu planuję ubabrać się w błocie podczas Łemkowyna Ultra Trail, tyle że to już ponad 150 km. Pewnie po drodze zaliczę jakiś uliczny maraton, ale bardziej treningowo i dla zabawy. Oczywiście, obowiązkowo „Trzy razy Śnieżka”. To tak z sentymentu.

Rozmawiał

Damian Bąbol

 

Komentarze (388)
Kiedyś poselskie kolacyjki, alkohol, brak ruchu i spora nadwaga. Dziś? Ekstremalny ultramaratończyk! Ależ zmiana! [WYWIAD]
Zaloguj się
  • miniorek

    Oceniono 84 razy 76

    Ten człowiek nie wywoła we mnie ani grama sympatii choćby przebiegł Alpy na rękach.

  • ostatni_polski_patriota

    Oceniono 50 razy 46

    Jeśli myśli, że kiedyś był doo.pkiem i teraz jak będzie biegał to o nim już ktoś tak nie pomyśli to jest w błędzie. Nadal jest doop.kiem, z tą różnicą, że teraz oprócz bywalców na Wiejskiej zwymiotować na jego widok mogą niczemu niewinni biegacze.

  • Lupro Pibaki

    Oceniono 43 razy 39

    A żona już ozdrowiała ??? Jak nie, to może zmiana klimatu ? Tylko madryckiego nie polecam. Zdrówka życzę małżonce.

  • miszogun

    Oceniono 38 razy 36

    Ale w głowie ta sama sieczka.

  • misiek_kukurysiek

    Oceniono 36 razy 34

    Fizycznie przemiana wielka, ale nie wątpię, że prezes w końcu przywróci go do łask. Bo bycie mendą Adaś ma we krwi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX