"Biegacz", czyli jak uciec przed śmiercią [RECENZJA]

Damian Bąbol
Brudne, zapijaczone życie, skazane na powolną śmierć, uratowało mu bieganie, któremu oddał się bez reszty. Bo to taka dyscyplina, która trafia cię niczym grom z jasnego nieba i może nieźle poprzestawiać w głowie, a nawet uratować życie.

Trzy lata temu na specjalne zaproszenie przebiegłem półmaraton w zakładzie karnym w
Rawiczu. Niezwykły bieg, ze względu na trasę - 21 kilometrów, 100 okrążeń po więziennym spacerniaku i uczestników.

„Był na dnie, było źle z nim, niemal zdychał. Alkohol, narkotyki, heroina prosto w kanał. Strzykawka pierwszą rzeczą w myślach, gdy się budził z rana. Zaczyna walkę z życiem,
podejmując rękawice. Wyznacza sobie cel, najpierw jeden potem drugi i zakochuje się w tym sporcie. Biegi na dystansach długich” – to fragmentu utworu z płyty, którą otrzymałem od skazańca z Rawicza. Pseudonim artystyczny TPX.

To kawałek o Jerzym Górskim, byłym mistrzu świata w podwójnym Ironmanie, który w młodości zmagał się z narkotykowym głodem, a w Monarze uratowano mu życie.

Wspomnienia z Rawicza wróciły, gdy przeczytałem „Biegacza”, historię Charliego Engle’a, jednego z najbardziej utytułowanych ultramaratończyków. Charlie też przeszedł podobną drogę. Brudne, zapijaczone życie, skazane na powolną śmierć, uratowało mu bieganie, któremu oddał się bez reszty. To taka dyscyplina, która trafia cię niczym grom z jasnego nieba i może nieźle poprzestawiać w życiu. Niektórzy biegają dla relaksu, inni dla zdrowia, by pozbyć się nadwagi. Są też i tacy, dla których bieganie jest lekarstwem, których z alkoholika i ćpuna przemienia w świetnego zawodnika na dystansach ultra i wieloetapowych rajdów przygodowych.

Tę ostatnią, niezwykle krętą drogę, w żadnym wypadku cukierkową - czego najbardziej się bałem – przebył Charlie Engle. Pokonali ją też niektórzy skazańcy, których poznałem w Rawiczu. W bieganiu, mimo fizycznej izolacji, znaleźli wolność. W kantynie, zamiast papierosów, kupują owoce. Chcą być w formie i czuć się dobrze na kolejnym spacerze, czyli ich treningu.„Biegacz” to historia prawdziwa. Prawdziwy jest bohater, a także jego życie, w którym co chwila mierzy się z większymi kryzysami, niż te trasach najbardziej ekstremalnych maratonów.

Ale „Biegacz” to również niesamowita motywacyjna petarda. Engle podjął próbę
przebiegnięcia ultramaratonu Badwater, dystansu ponad 200 kilometrów, za murami
więzienia! Żeby tego dokonać, trzeba mieć coś więcej niż tylko kondycję i mocną psychikę.

Ja w Rawiczu biegłem 21 km i cierpiałem na każdym - dookoła kolczaste zasieki, uzbrojeni funkcjonariusze. I tak w kółko...

Engle to nie jest miły bohater. Raz kibicujemy mu, by wstał z kolan, innym razem jesteśmy na niego wściekli, że znów się stacza, że marnuje wszystko, co już osiągnął. Ale ta sinusoida emocji sprawia, że książka mocno trzyma w napięciu. A w biegowych historiach raczej rzadko to znajduję.