Kreatywność biegacza, czyli dlaczego bieganie nie jest nudne [felieton]

W bieganiu nic nie jest oczywiste. Tu wszystko ulega ciągłej zmianie. Każdego dnia, ta sama psia kupa może inaczej cuchnąć, to samo tempo inaczej męczyć. Ten, kto choć raz spróbuje biegania, wchodząc w meandry jego różnorodności, dając się porwać często nieplanowanej przygodzie, w której nie zna przemierzanej trasy, następnym razem ugryzie się w język zanim powie, że jest to nudna forma ruchu.

Nie mógłbym biegać – pogardliwie mówi patrząc zza monitora mój biurowy kolega, po
czym dodaje – to strasznie nudne!

Nudne?! – pytam nie dowierzając, czując jednocześnie obowiązek zdementowania tej paskudnej plotki! – Nudne – mówię uniesionym z oburzenia głosem – to jest zmawianie w pokucie dziesięciu zdrowasiek za jedzenie mięsa w postny piątek albo cerowanie dziury w starej skarpecie! Nudne jest poranne szorowanie zżółkniętych zębów i wieczorne mycie otłuszczonych naczyń, ale w żadnym wypadku NUDNE NIE JEST BIEGANIE!


Klub Benego Kuleczki melduje swą gotowość! – krzyczymy entuzjastycznie w
podekscytowaniu godnym tchórzofretki w kurniku pełnym jajek i patrząc łapczywie na mapę Warszawy szukamy miejsca z zaszyfrowanej wiadomości. Ustalamy w napięciu trasę i ruszamy strusim pędem w wyznaczoną lokalizację. Polecenie jest jasne: znaleźć miejsce z chorągiewką, w którym za wykonanie przydzielanego tam zadania dostaniemy kolejne wskazówki odnośnie nowej lokalizacji. Całym „clou” zabawy jest dotarcie do ostatniego punktu rywalizacji w trzy-osobowych zespołach, zaliczając po drodze wszystkie zaszyfrowane miejsca wraz z wykonaniem wyznaczonych przy nich zadań.

zabawy biegowezabawy biegowe [fot. Biegowy Wariat / Sklep Biegacza]

Otwieramy kolejną kopertę, w której pod ciągiem liczb kryje się nowy ukryty punkt.
Rozszyfrowanie go zajmuje nam niecałe dwie minuty. Tak owszem, jesteśmy w tym diabelnie dobrzy! Szybka topograficzna wizualizacja nowej lokalizacji i znowu klub Benego Kuleczki przebiera nogami po zatłoczonych ulicach miasta niczym hinduskie taksówki wożące turystów po Bombaju.

300 metrów przed nami na godzinie 14! – krzyczę, wskazując na mknący obok inny
zespół zmierzający widocznie w to samo miejsce. Pojawiający się aspekt rywalizacji każe nam przyspieszyć tempo. Niczym kot Jinks, skradamy się za ich plecami by w najmniej oczekiwanym momencie, jak rekin ludojad z filmu "Szczęki" pożreć swoje ofiary. Mijamy przeciwników z miną Rzymian podbijających Grecję, po czym pierwsi docieramy do kolejnego punktu.

Za każdym razem w napięciu czytamy ukryte w kopertach zadania, obawiając się kreatywności organizatorów zabawy. – Wskakuj na barana, mała! – krzyczy do mnie przekornie Marek, po czym mężnie podnosi na swych plecach, wcale nie tak małego kloca, którym jestem ja, obciążona balastem zjedzonych godzinę wcześniej dziesięciu pierogów leniwych, obtoczonych solidnie w bułce tartej polanej złocistym masełkiem, skwierczącym radośnie na patelni.

zabawy biegowezabawy biegowe [fot. Biegowy Wariat / Sklep Biegacza]

Marek dzielnie wnosi mnie po schodach na szczyt góry, a ja dopingując go krzyczę entuzjastycznie – Dawaj panienko szybciej! – I znowu lecimy do kolejnej lokalizacji, po drodze dwa razy jeszcze mijając się z innymi konkurującymi z nami zespołami.

Rywalizacja! Rywalizacja to naprawdę cudowne uczucie dające niepowtarzalne emocje, mobilizujące do działania szybkiego i efektywnego w celu odniesienia zwycięstwa nad przeciwnikami. Zdrowa rywalizacja potrafi przynieść niesamowite korzyści, uatrakcyjniając każdą zabawę, w której pojawia się podział na grupy. Trzeba działać wydajnie, prężnie i zespołowo. Tu nie ma miejsca na wątpliwości. Rozlazłe kluchy zostają w domu przed telewizorem. W rywalizacji każdy zespół zamienia się w stado gepardów, które wyruszają ciągnięte instynktem łowczym na polowanie.....

Biegowe podchody kończymy na 9 pozycji, żądni dalszych przygód i kolejnych wyzwań.
Wbiegamy na ostatni punkt kontrolny trzymając się za ręce jak homoseksualne pary na paradzie równości! Czujemy się zintegrowani jako drużyna i usatysfakcjonowani atrakcyjną formą zawodów jako biegacze. Mimo 14 kilometrów w nogach nie mamy ochoty kończyć wydarzenia. Jak śmietnikowe koty z bajki Hanna-Barbera miauczymy z zadowolenia chcąc więcej takich biegowych emocji.

Myślę, że ten, kto choć raz spróbuje biegania, wchodząc w meandry jego różnorodności, dając się porwać często nieplanowanej przygodzie, w której nie zna przemierzanej trasy, doceni jej atrakcyjność i następnym razem ugryzie się w język zanim powie, że jest to nudna forma ruchu.

W bieganiu nic nie jest oczywiste. Tu wszystko ulega ciągłej zmianie. Każdego dnia ta
sama trasa może dawać nam inne doznania. Każdego dnia ten sam kamień może być w innym miejscu, to samo drzewo inaczej szumieć, ta sama psia kupa inaczej cuchnąć a nawet to samo tempo inaczej męczyć. Nasza pamięć jest wybiórcza, a spostrzegawczość sfokusowana, za każdym razem na inny element otoczenia. Dlatego każdy bieg to nowa przygoda, to kolejne podchody, w których za każdym razem odkrywamy nowe lokalizacje i zyskujemy nowe doznania.

wieczór panieńskiwieczór panieński [fot. Ania Gotkowicz]

Zostały dwa dni do panieńskiego wieczoru mojej siostry. Jako organizator czułam
niesamowitą presję, ponieważ wiedziałam, że ze względów pogodowych zaplanowany przeze mnie lot paralotnią nie wypali, w konsekwencji kwestia atrakcyjności wieczoru spoczywała w moich rękach. Biegnąc w okolicy domu przyszłej panny młodej spojrzałam podekscytowanym wzrokiem na pobliski park i zmieniając się w pomysłowego Dobromira obmyśliłam swój szatański plan. Wiedziałam już, że ten wieczór panieński nie będzie taki, jak wszystkie, a jego niepowtarzalność opierać się będzie właśnie na "nudnym" bieganiu.

Korzystając, więc z doświadczenia zdobytego parę dni wcześniej, zapędziłam w tajemniczej atmosferze wszystkie wystrojone w bajkowe uszy druhny na ścieżki biegowe, które szukając ukrytych wskazówek w zaszyfrowanych lokalizacjach, wykonywały piekielnie trudne zadania o zabarwieniu integracyjno - erotycznym, konsekwentnie zmierzając w swoich bynajmniej niebiegowych butach do mety
wieńczącej trud poniesiony na tarasie.

wieczór panieńskiwieczór panieński [fot. Ania Gotkowicz]

Niesamowite! – krzyczy jedna z myszo - druhen. – Chodakowską mam dzisiaj z głowy! – mówi z wielkim uśmiechem na ustach pokazując na włączonej aplikacji zrobionych 7
kilometrów. Po czym bez wyrzutów sumienia futruje z talerzyka diabelnie kaloryczny czekoladowy tort z Nutellą.

I co nudne? Ten, kto uważa, że to jest nudne, niechaj pierwszy rzuci kamień! He?
Nagle nie ma żadnego chojraka?