Emil Dobrowolski, trudny powrót po kontuzji i ambitne plany na nowy sezon [wywiad]

Agnieszka Kwiatkowska
09.11.2017 12:33
Emil Dobrowolski

Emil Dobrowolski (fot.: Adrian Kwiatkowski)

Maraton w Poznaniu pozostawił niedosyt, ale powrót po kontuzji nigdy nie jest łatwy. Na wiosnę powalczy o minimum na Mistrzostwa Europy w Berlinie. Czego zabrakło w tym sezonie?

Emil Dobrowolski, medalista Mistrzostw Polski w półmaratonie oraz na dystansie 5 i 10 km. Jako wyczynowy biegacz długodystansowy, na co dzień dzieli się swoim doświadczeniem z amatorami.

Emil DobrowolskiEmil Dobrowolski fot.: Adrian Kwiatkowski

Na dystansie maratońskim zadebiutował jako 18-latek, bez specjalistycznego przygotowania pokonał dystans 42 km 195 m w czasie 2:49.

W 2015 roku został zwycięzcą 16. PKO Poznań Maratonu. Pokonanie całej trasy zajęło Polakowi 2:13:50, jest to jednocześnie jego aktualny rekord życiowy. Jeśli w przyszłym sezonie Emil poprawi ten wynik o 20 sekund, weźmie udział w Mistrzostwach Europy w Berlinie.

Sezon 2016 zapowiadał się bardzo obiecująco. Emil pokonał w lutym półmaraton w czasie 1:04:17 (rekord życiowy). Niestety kontuzja pokrzyżowała jego plany i uniemożliwiła chociażby udział w kolejnej edycji maratonu w Poznaniu. W tym roku celował w wynik 2:16, ale braki w treningach dały o sobie znać na trasie. Ostatecznie 18. PKO Poznań Maraton ukończył z czasem 2:22:48, zajmując piątą lokatę.

 

Agnieszka Kwiatkowska: Jakie były Twoje oczekiwania względem Maratonu w Poznaniu?

Emil Dobrowolski:

W Poznaniu chciałem w końcu zaliczyć udany start. Starty kontrolne nie wychodziły, ale bezpośrednie przygotowanie do maratonu poszło nieźle czułem, że forma wraca. Nie planowałem ataku na rekord życiowy, celowałem w wynik koło 2:16. Zacząłem pierwszą połówkę lekko poniżej 1:08, niestety już wtedy czułem, że nie dam rady utrzymać tempa i mocno zwolniłem.

Emil DobrowolskiEmil Dobrowolski fot.: Adrian Kwiatkowski

Na trasie (maratonu w Poznaniu) wspierała Cię żona, czy na co dzień też  możesz na nią liczyć?

To już trzeci maraton, na którym jechała ze mną Kamila. Oprócz podawania napojów, pomagała mi dopingując na całej trasie i zagrzewając innych kibiców do walki. Sama trenuje wyczynowo, więc wie doskonale jak ważne jest taka pomoc. I nie ograniczało się to do samego startu, zaczynając od kontuzji i operacji, poprzez przygotowania i starty kontrolne mam w niej wsparcie. Razem cieszymy się z sukcesów, a przy porażkach podtrzymuje mnie na duchu. Nie startuję tylko dla siebie, staram się być jak najlepszy również dlatego, że żona na mnie liczy.

Czego według Ciebie zabrakło w przygotowaniach?

Podstawowym brakiem była nieprzepracowana zima. Z powodu kontuzji do lutego mogłem tylko truchtać, a później miałem prawie 3 miesiące przerwy po operacji. Niestety w ciągu roku nie udało się odrobić zaległości. Dodatkowo za bardzo chciałem wrócić na wysoki poziom w krótkim czasie. Nastawiałem się na wielkie wyniki bez potwierdzenia w treningach, przez co starty nie wychodziły.

Od września zeszłego roku borykałeś się z kontuzją. Co się stało?

Miałem problemy z piętą. Kontuzja dawała o sobie znać już prawie 3 lata wcześniej. We wrześniu ból zaczynał być na tyle silny, że miałem problemy z ukończeniem żywszych treningów. Zrobiłem półtoramiesięczną przerwę i dopiero wtedy zdiagnozowałem źródło bólu – pięta Haglunda czyli narośl kostna na pięcie, która drażniła Achillesa powodując ból. Konieczna była operacja. Początkowo miałem ją robić w Łodzi w grudniu, ale lekarz najpierw przełożył termin, później nie mogłem się z nim w ogóle skontaktować. Straciłem przez to ponad miesiąc i ostatecznie dopiero w lutym zrobiłem operację w Kościerzynie.

Emil DobrowolskiEmil Dobrowolski fot.: Adrian Kwiatkowski

Czy powrót do treningów był trudny?

Po kontuzji nigdy nie jest łatwo. Tym bardziej po operacji. Prawie po 3 miesiącach po zabiegu udałem się na pierwszy trening. Kilka kilometrów z bólem, kuśtykając. Dopiero pod koniec maja byłem w stanie zrealizować pierwsze szybsze treningi czy siłę biegową. Stopa cały czas była mocno opuchnięta i lekko ją odciążałem, ale w miarę szybko dochodziłem do siebie. Pierwszy start w czerwcu wyszedł obiecująco. Na biegu w Ostródzie poleciałem dystans koło 6km po niecałe 3.00/km. Później pojechałem na pierwszy obóz i normalnie potrenowałem. Niestety przy większych obciążeniach zaczęły się schody. Zarówno treningi jak i kolejne starty zaczęły przychodzić ciężko.

Czy wspomniana kontuzja daje o sobie znać w chwili obecnej?

Mam jeszcze lekko opuchniętą piętę, ale operowane miejsce nie boli. Jedynym dyskomfortem jest słaba ruchomość i lekki ból w stawie skokowym. Ciągle pracuję nad przywróceniem stopy do normalności.

Czy maraton w Poznaniu był jednocześnie końcem startów w 2017 roku?

Zwykle po maratonie sporo startowałem, w tym roku również planuję parę startów, chociaż nie z taką częstotliwością jak kiedyś. Na pewno Bieg Niepodległości i może kilka mniejszych biegów. Muszę powoli zacząć się skupiać nad treningiem pod kolejny sezon.

Jakie plany na przyszły sezon?

Standardowo pewnie dwa maratony w roku i krótsze starty pomiędzy nimi. Pewnie na wiosnę będę chciał zaatakować rekord życiowy. Patrząc na wynik w Poznaniu może to się wydawać trudne, ale wierzę, że do kwietnia uzupełnię braki treningowe. Polski Związek w końcu podjął dobrą decyzję i ustalił minima na normalnym poziomie. Dzięki temu poprawiając życiówkę o 20 sekund mogę zapewnić sobie występ w Mistrzostwach Europy. I mam nadzieję, że ten drugi start w maratonie odbędzie się właśnie na Mistrzostwach w Berlinie.

Emil DobrowolskiEmil Dobrowolski fot.: Adrian Kwiatkowski

Co poradziłbyś osobom, które wracają po do treningów po kontuzji?

Po przerwach spowodowanych kontuzjami na pewno najmniej wskazany jest pośpiech. Nie ma co rozpoczynać treningów dopóki do końca nie doleczymy urazu, bo może to powodować powrót kontuzji, albo inny uraz spowodowany na przykład odciążaniem jednej nogi. Jeśli już decydujemy się zacząć, zadbajmy o wzmocnienie mięśni, które odpoczywały podczas przerwy. Nie spieszmy się z treningiem, zacznijmy od luźnych treningów i powoli wprowadzajmy nieco mocniejsze jednostki.

Czy bieganie wg Ciebie to kosztowny sport? Jako sportowiec wyczynowy możesz liczyć na wsparcie z zewnątrz?

Bieganie to podobno najtańszy sport. Dla amatorów na pewno, ale jeśli chce się coś robić na poważnie dochodzą dodatkowe koszty. Wyjazdy na obozy, sprzęt, odżywki, opieka fizjoterapeutów czy dietetyka, odnowa biologiczna generują spore koszty.
Na szczęście mogę liczyć na pomoc sponsorów. Już drugi rok finansowo wspiera mnie firma Loyalty Point, dzięki czemu mogę zainwestować w wyjazdy na zgrupowania czy profesjonalną opiekę fizjoterapeutów. Było to dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza w okresie kontuzji, kiedy konieczna była rehabilitacja. Sporo pomaga mi też klub LŁKS Prefbet Śniadowo jeśli chodzi o wyjazdy na obozy. Sprzętowo wspierają mnie firmy Nike, Polar czy Agisko. Dzięki temu sporo kosztów odchodzi i mogę lepiej skupić się na przygotowaniach.
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX