Życie w biegu: stronniczy i subiektywny alfabet biegaczki. A jak ALKOHOL.

A jak alkohol. A jak alkohol, to uzależnienie i o tym będzie.  Dlaczego, skoro niby wszystko jest dla ludzi? Szczególnie, gdy jest się biegaczem-amatorem.

A jak alkohol. A jak alkohol, to uzależnienie i o tym będzie. 

Alkohol odstawmy. Odstawmy też węglowodany i cukry. Oraz zarwane noce, imprezy, koncerty, oglądanie filmów do późna, czytanie do późna, pisanie do późna, kochanie do późna, kochanie do wcześnie, spanie do późna, słodycze, owoce, bagietki maczane w oliwie, sery pleśniowe, smażone kotlety i Big Maca. Zapomnijmy o ich istnieniu, forma sama się nie zrobi, brzuch musi być napięty niczym dobrze obciągnięty bęben, ale jednak w formie kaloryfera. Zero tłuszczu w ciele to jest to, do czego dążymy, a im mniejszy rozmiar legginsów, tym większe szczęście. Pogoń za ideałami, pogoń za niemożliwym, odstawienie przyjemności, w życiu nie ma czasu na przyjemności, trzeba trenować i robić formę.   

Wypróbowałam na sobie każdy sposób:

1) odstawiłam wszystko przed CCC (Chamonix, 101 km, 6100 mt+), żyłam wyłącznie treningami i dietą, byłam chuda jak wiór, sześciopak miałam najpiękniejszy – bieg mi nie poszedł;

2) nie odstawiłam niczego przed UTCT (Kapsztad, 100 km, 4300 mt+), trenowałam, ale jadłam co chciałam, jak chciałam, piłam wino w ilościach znacznych, miałam w nosie dietę i musiałam kupić na bieg spodenki w większym rozmiarze – bieg poszedł jak wyżej, a nawet gorzej;

3) miałam dni winne i niewinne, grzeszne i bezgrzeszne przed TGC (Transgrancanaria, 128 km, 7000 mt+), czasem wypiłam, czasem się przeżarłam, generalnie się pilnowałam, ale miałam swój „dzień dziecka” raz na kilkanaście dni – bieg poszedł znacznie lepiej niż zakładałam. 

'Nie warto rezygnować z tego, co daje nam przyjemność.''Nie warto rezygnować z tego, co daje nam przyjemność.' serwis foto Ultra Trail Cape Town

Wnioski. WSZYSTKO JEST DLA LUDZI, szczególnie, gdy jesteś biegaczem amatorem. Biegacz – amator, a takimi jesteśmy jednak w większości, to nie kulturysta ani mister fitnessu czy skoczek narciarski, gdzie każdy gram ma znaczenie i trzeba na wadze kuchennej odważać precyzyjnie ilość kaszy gryczanej i brokułów oraz liczyć liście sałaty. Oczywiście, z torbą cukru w kieszeni biegnie się gorzej niż bez torby, nie mówiąc już o kilku torbach, więc tak, jasne, kilogramy mają znaczenie. Ale nie dajmy się zwariować. Ważenie się codziennie i płacz, bo się dziś przytyło 180 g w stosunku do wczoraj, nie ma raczej sensu a odmawianie sobie wszystkiego i wciąż, prowadzi zazwyczaj do frustracji. 

Może to i hedonistyczne podejście, ale życie jest jedno, krótkie, przeważnie trudne i skomplikowane, żeby nie użyć wyrazów niecenzuralnych, życie jest po…piiiiiip…one. Zazwyczaj. A przynajmniej dorosłość.

największe rozczarowanie dorosłego życia?

dorosłość.

Nadal podpisuję się pod tym dwuwierszem, który napisałam 10 lat temu. Nie warto rezygnować z tego, co daje nam przyjemność (w porządku, jeśli to jest rzeczywiście odstawienie wszystkiego – nie mówię nie, KAŻDY MA SWOJE PRZYJEMNOŚCI).

Ale generalnie, czy warto katować się i pół roku nie wypić lampki wina, bo się dzięki temu przebiegnie (być może, bo może wcale nie!) minutę szybciej? Jeśli ta minuta to jest najważniejszy cel, to warto, ale gdy takie cele zaczynają w życiu dominować i przesłaniać wszystko?

Jeśli poza bieganiem robi się jeszcze co innego, a bieganie nie jest sensem samym w sobie, to może warto się zastanowić, czy aby na pewno dobrze rozłożyliśmy akcenty. Lampka wina jest tu TYLKO pretekstem do dyskusji. Bo może rodzina na tym cierpi na przykład. Bo może pasja przesłoniła nam całe życie i sama stała się życiem.

Czy dla amatora bieganie powinno być środkiem świata, do którego zmierzają wszystkie drogi?

Zaczyna się niewinnie, ale wpaść w uzależnienie jest niezwykle łatwo, mówię to z własnego doświadczenia oraz kilku lat obserwacji. Czy warto odmówić sobie przysłowiowego „big maca” raz na jakiś czas? Lodów? Ciacha wielkiego jak? Kieliszka szampana? Czy warto nie iść na koncert, zabawę, imprezę do białego rana? Warto czasem nie zarwać nocy, żeby patrzeć w gwiazdy i wyć do księżyca? Nie tańczyć do świtu? Czy warto wciąż odmawiać, rezygnować, odstawiać?

Non stop chyba NIE WARTO. 

'Nie warto rezygnować z tego, co daje nam przyjemność.''Nie warto rezygnować z tego, co daje nam przyjemność.' foto: Transgrancanaria

Tak, jestem miłośniczką życia, chociaż ono daje strasznie po tyłku. Ale jest jedno. A my w nim jesteśmy tu i teraz i tylko raz. Nie będzie drugiej szansy i innego dzisiaj.

Ciągłe odmawianie sobie wszystkiego, życie w rygorze i reżimie powoduje w końcu frustrację, zniechęcenie i rozgoryczenie. A jeszcze gorzej, gdy zrezygnuje się z tak wielu rzeczy, a i tak bieg nie pójdzie. Nic, tylko w łeb sobie palnąć.

 Oczywiście, oczywiście. Wszystko przy zachowaniu kontroli i z umiarem. Lampka wina nie powinna mieć zbyt często pojemności 0,75 l a zarwane noce i rezygnacja z treningu może zdarzać się raz na jakiś czas, jeśli się ma jakieś plany, bo inaczej rzeczywiście: piiiiip bombki strzeli, choinki nie będzie.