Na samą myśl o ruchu "dostawał wysypki". Determinacja pozwoliła mu wkroczyć na inny etap życia

Początki z bieganiem bywają różne. Często jest to pierwsza aktywność fizyczna, o której myśli osoba, która chce schudnąć. Tak było też w przypadku Kamila Grześkowiaka.

 - Odkąd pamiętam, to nigdy nie lubiłem się ruszać. Na samą myśl o w-fie w szkole podstawowej "dostawałem wysypki". Ciągłe bieganie, skoki przez kozła, przewroty w przód i w tył. Wolałem się nie ruszać, bo tak mi było wygodnie - z takiego założenia wychodził Kamil.

Jednak osiadły tryb życia bardzo szybko dał o sobie znać. - Bardzo dobrze to wszystko pamiętam. Rok 2014, czerwiec, plus 29 na dworze, szybki obiad w fast foodzie, bo za pół godziny spotkanie z klientem. Blok, 4 piętro, nie ma windy, muszę wejść po schodach. Wchodzę. A na 4 piętrze - myślę - zawał, umieram. I wtedy mnie olśniło, że to chyba za wcześnie na takie reakcje organizmu. Rzuciłem śmieciowe jedzenie, zacząłem biegać i chodzić na siłownię. Chciałem być po prostu zupełnie innym człowiekiem - wspomina Kamil.

Zazwyczaj na początku jest najciężej, ponieważ organizm nie jest przyzwyczajony do ruchu. - Bardzo dobrze pamiętam też pierwszy trening na siłowni. Zasadniczo nic wielkiego. 30 min na bieżni i kolejny "zawał". Zakwasy, pot, zakwasy, pot. I tak w kółko. Nie poddawałem się i przez 3 miesiące chodzenia na bieżni połączonego z truchtaniem, schudłem 18 kilogramów - mówi Kamil.


- Któregoś dnia wpadłem na pomysł, że przecież to samo mogę zrobić na zewnątrz. Najpierw 3 km, później 5, 13 i aż po maraton. Ciągle mam ochotę na więcej.

Każdy walczy ze swoimi słabościami. Kamil Grześkowiak również. - Są chwile słabości, chwile bólu... Ale każda gorsza chwila, to znak, by się zatrzymać, zastanowić i przeanalizować wszystko, co do tej pory się zrobiło. Ciężka praca innych powoduje, że chce mi się jeszcze bardziej. Mój osobisty progres, łamanie kolejnych barier, poprawa życiówek sprawia, że jestem szczęśliwy.

Kamil ma też przekaz do wszystkich. - Bądźcie radośni! I zapamiętajcie, że bieganie to ciągły rozwój i walka o lepsze jutro. Kończąc dość humorystycznie, można powiedzieć, że bieganie to też możliwość jedzenia ciastek bez wyrzutów sumienia.

WIĘCEJ PODOBNYCH HISTORII ZNAJDZIESZ TUTAJ